Rosyjskie drony bombardują miasta i niepokoją Polskę
Ciąg dalszy z wczorajszego wieczoru.
Rosyjskie siły przeprowadziły dzienne ataki dronami na centrum Kijowa i Dniepru. Według ukraińskich władz trafione zostały Narodowa Akademia Nauk, centrum medyczne Dobrobut i centrum biznesowe. Mer Kijowa Witalij Kliczko poinformował, że w stolicy zginęła kobieta, a w atakach tego dnia rannych zostało 19 osób. Władze Dniepru podały, że trzy osoby zginęły, a 19 zostało rannych po uderzeniu drona w centrum biznesowe otoczone domami, biblioteką i parkiem.
Polska przeszła od obserwowania wojny do pilnowania jej krawędzi. Rosyjski dron z napędem odrzutowym uderzył na terytorium Ukrainy około 2 km od przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin. Polskie władze wstrzymały odprawy graniczne, ewakuowały placówki w Dorohusku i Zosinie, rozesłały alerty w województwie lubelskim i poderwały myśliwce. Urzędnicy poinformowali, że żaden pocisk nie wleciał w polską przestrzeń powietrzną, a na przejściu nikt nie został ranny.
Ukraińska dyplomacja przedstawiła ataki jako test zachodniej tolerancji, nie tylko kolejny ponury dzień wojny na wyniszczenie. Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha ujął ten argument bez ogródek po atakach na Kijów.
„Rosja celowo poszerza granice tego, co jej zdaniem świat będzie tolerował. Każdy atak pozostawiony bez zdecydowanej odpowiedzi tylko zachęca do następnego.”
Bezpośrednia linia wojskowa nadal się trzymała, bo Polska oświadczyła, że jej przestrzeń powietrzna nie została naruszona. Linia polityczna przesunęła się jednak bliżej telefonów i syren cywilów z państw NATO. Dlatego każdy atak tuż przy granicy jest już nie tyle lokalnym incydentem, ile próbą generalną dla nerwów sojuszników.
Na podstawie relacji: AP NEWS, France 24, adevarul.ro, The Guardian, Ziare.com, lastampa.it