Rosyjskie drony stawiają Polskę w stan gotowości
Nowe
Rosyjskie siły uderzyły nocą w 13 miejsc na zachodniej Ukrainie, w tym w obiekty położone kilka kilometrów od Polski. Jeden dron trafił w lokomotywę na trasie Kijów-Warszawa, tuż przed granicą. Ukraińscy kolejarze ewakuowali pasażerów i przekierowali pociągi, a polskie władze wstrzymały odprawy graniczne, uruchomiły syreny we wschodnich regionach i poderwały myśliwce, kiedy radary śledziły kilkanaście dronów. Warszawa podała, że polska przestrzeń powietrzna nie została naruszona, ale zapas był niepokojąco mały jak na granicę NATO, która nauczyła się traktować odległość w kilometrach jako fakt polityczny, nie tylko odczyt z mapy.
Premier Donald Tusk zwołał w Warszawie szefów służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i ostrzegł, że w najbliższych tygodniach Polska może odczuć bardziej bezpośrednie skutki rozlewania się wojny. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że Rosja celowo uderzyła w infrastrukturę transportową i energetyczną w zachodnich regionach. Ministerstwo Obrony Rosji oświadczyło zaś, że celem były trasy wykorzystywane do przerzutu europejskich dostaw wojskowych dla sił ukraińskich. Litwa tymczasem na krótko zamknęła lotnisko w Wilnie i poderwała samolot NATO, gdy radar wziął gęste stado ptaków za drony. Nie stało się nic groźnego, ale finał i tak pokazał, jak nerwowa stała się wschodnia flanka.
„To, co wiemy, i to, czego możemy się spodziewać, to że nadchodzące tygodnie i miesiące będą okresem bardzo zintensyfikowanych działań ze strony rosyjskiej, i niestety nie możemy wykluczyć, że ta eskalacja dotknie także naszego terytorium.”
Ataki nie wciągnęły NATO do wojny, ale zawęziły przestrzeń, w której błędy, źle odczytane wskazania radarów i presja polityczna mogą bezpiecznie mieszkać.
Na podstawie relacji: TVN24, rmf24.pl, Wprost, TVP Info, Polska Agencja Prasowa SA, Do Rzeczy