
Kryzys migracyjny w Ceucie: tysiące osób ukrywa się w lasach, ośrodek CETI przepełniony po przekroczeniu granicy przez 50 tys. ludzi
Trzy dni po tym, jak ponad 50 000 osób przedostało się do hiszpańskiej enklawy, co najmniej 10 000 z nich nadal przebywa na jej terenie. Wielu ukrywa się w lasach i na plażach, aby uniknąć deportacji, podczas gdy tymczasowy ośrodek dla migrantów jest przepełniony, a ponad 1000 osób czeka na zewnątrz bez dostępu do żywności i wody.
Masowe przekroczenie granicy
30 lipca o świcie migranci zaczęli docierać na plaże Ceuty z dmuchanymi kołami i mokrymi plecakami. Do południa falochron wyznaczający granicę stał się szlakiem dla ludzkiej fali. Szacunki dotyczące całkowitej liczby osób, które przekroczyły granicę, wahają się od 50 000 do 60 000, przy czym większość stanowią obywatele Maroka. Świadkowie opisują łańcuchy ludzi trzymających się skał, z których niektórzy wpadali do morza. Adam, młody mężczyzna z Tetuanu, opisał działania marokańskich służb bezpieczeństwa.
Tu i ówdzie stało trzech lub czterech żandarmów. Rzucali w ludzi kamieniami. Bili nas pałkami. Poszczuli nas psami. Jedyną rzeczą, której nie chcieli, było to, żebyśmy weszli na granicę pieszo. Popychali nas w stronę wody. Nie obchodziło ich, czy wejdziemy do Ceuty, czy utoniemy.
Napływ osób przytłoczył hiszpańską enklawę, która już w poprzednim tygodniu odnotowała ponad 1000 przyjazdów i cztery potwierdzone zgony.
- Ogłoszono alarm po przybyciu ponad 1000 migrantów w ciągu tygodnia; zgłoszono cztery zgony.
- Rozpoczyna się masowe przekraczanie granicy; tysiące osób płynie lub przechodzi przez falochron.
- Władze marokańskie pozwalają tysiącom kolejnych osób na przejście pieszo; łączna liczba osiąga 50 000–60 000.
- Dziesiątki tysięcy Marokańczyków wraca dobrowolnie; migranci z Afryki Subsaharyjskiej pozostają.
- CETI przepełnione; ponad 1000 osób czeka na zewnątrz; miasto instaluje chłodnie na maksymalnie 200 ciał.
Ci, którzy zostali
Choć dziesiątki tysięcy Marokańczyków wróciło dobrowolnie, co najmniej 10 000 osób pozostaje w Ceucie, jak podaje prezydent miasta Juan Jesús Vivas. Delegat rządu Miguel Ángel Pérez odmówił podania liczby, ale lokalne władze twierdzą, że jest ona trudna do oszacowania. Wśród osób, które zostały, jest wielu mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej, którzy żyli w Maroku po długiej podróży z Sudanu, Somalii, Erytrei, Nigerii i innych krajów. Ukrywają się na wzgórzach i plażach, unikając patroli policji i wojska, które informują ich, że nie zostaną zalegalizowani i muszą wrócić do granicy. Na zalesionych zboczach grupy tworzą prowizoryczne obozowiska, używając gałęzi jako schronienia. Niektórzy pokazują na Instagramie relacje zestawiające złamane serce dla Maroka z wyleczonym sercem dla plaży w Ceucie. Zeid, 26-letni Sudańczyk, wyjaśnił powody odmowy wyjazdu.
To nie jest tak, że chcemy zostać, po prostu musimy.
Ibrahim, 16-latek z Sudanu, przybył tydzień wcześniej i obawia się odesłania. Wymienił kraje, przez które przeszedł: Libię, Tunezję, Maroko. „Szukamy bezpieczeństwa” – powiedział. Wielu migrantów z Afryki Subsaharyjskiej twierdzi, że nie może wrócić do Maroka, ponieważ nie ma tam przyszłości i przebyło już zbyt długą drogę.
Ośrodek CETI na skraju wytrzymałości
Tymczasowy Ośrodek Pobytu dla Imigrantów (CETI), zaprojektowany dla 512 osób, mieści obecnie 700. Na zewnątrz czeka ponad 1000 osób, głównie z Afryki Subsaharyjskiej, trzymających numerki w nadziei na wejście. Policja utrzymuje kordon, ale desperacja doprowadziła do próby siłowego wejścia w sobotnią noc. Źródła policyjne spodziewają się dalszych niepokojów w miarę narastania głodu i pragnienia. Zacarías, Marokańczyk z Casablanki, powiedział, że miał oszczędności, ale od trzech dni nie mógł kupić jedzenia. „Wszyscy ludzie tutaj są dobrzy, ale nie jemy. Co mamy zrobić?” – pytał. Ponad połowa osób przebywających przed ośrodkiem to mieszkańcy Afryki Subsaharyjskiej, którzy wykorzystali chaos, by przedostać się do miasta.
- Pojemność
- 512 osoby
- Wewnątrz
- 700 osoby
- Czekający na zewnątrz
- 1000 osoby
Kryzys humanitarny
Migranci zgłaszają, że żadna organizacja pomocowa nie dostarcza żywności ani wody. Śpią pod gołym niebem, myją się w morzu i proszą przechodniów o informacje. Jeden z mężczyzn, siedzący na skałach przy drodze do ośrodka, błagał o chleb, mleko i herbatniki, mówiąc, że nie jedli od trzech dni. Zeid pytał, dlaczego Czerwony Krzyż nie pomaga teraz, gdy Marokańczycy odeszli. Miasto zainstalowało chłodnie z miejscem na 200 ciał, ponieważ morze nadal pochłania ofiary. Brak podstawowych zapasów i opieki medycznej jest dotkliwy, a wielu cierpi z powodu odwodnienia, obrażeń i wycieńczenia.
Ofiary śmiertelne na morzu
Przed masowym przekroczeniem granicy w ciągu tygodnia odnotowano cztery zgony. Podczas chaosu 30 lipca ludzie trzymali się nawzajem na skałach, a niektórzy utonęli. Hiszpański urzędnik, który był świadkiem zdarzenia, opisał, jak jedna osoba chwyciła skałę, potem kolejna chwyciła pierwszą i razem zatonęły. Dokładna liczba ofiar pozostaje niejasna, ale miasto przygotowuje się na dużą liczbę ofiar śmiertelnych. Morze Śródziemne po raz kolejny stało się cmentarzem dla tych, którzy szukają lepszego życia.


