
Ponad 80 osób uznanych za zmarłe po akcji ratunkowej u wybrzeży Wysp Kanaryjskich
Hiszpańskie służby morskie sprowadziły do portu Arguineguin 44 ocalałych oraz pięć ciał po tym, jak drewniana łódź z Gambii dryfowała przez blisko miesiąc. Według relacji uratowanych, podczas rejsu zginęło ponad 80 pasażerów.
Akcja ratunkowa u wybrzeży Gran Canarii
Hiszpańskie zespoły poszukiwawczo-ratownicze przechwyciły drewnianą łódź dryfującą 120 kilometrów (65 mil morskich) na południe od Gran Canarii w nocy ze środy na czwartek. Samolot patrolowy Salvamento Maritimo zlokalizował jednostkę w środowe popołudnie, kierując w to miejsce statek ratowniczy Guardamar Urania około północy. Ratownicy znaleźli na pokładzie 44 ocalałych mężczyzn oraz pięć ciał. Łódź straciła napęd na pełnym morzu. Służby ratunkowe ewakuowały śmigłowcem trzech pasażerów w stanie krytycznym bezpośrednio do szpitali w Las Palmas de Gran Canaria. Statek ratowniczy przetransportował pozostałych 41 ocalałych oraz jednostkę do portu Arguineguin, gdzie zacumował w czwartek o 3:30 nad ranem. Zespoły medyczne Czerwonego Krzyża udzieliły pasażerom pomocy w związku z silnym odwodnieniem.
- Drewniana łódź wypływa z wybrzeży Gambii z ponad 100 pasażerami na pokładzie.
- Hiszpański samolot ratownictwa morskiego lokalizuje dryfującą jednostkę 120 kilometrów na południe od Gran Canarii.
- Statek ratowniczy Guardamar Urania przechwytuje łódź i ewakuuje trzech ocalałych w stanie krytycznym do Las Palmas.
- Guardamar Urania cumuje w porcie Arguineguin z 41 ocalałymi i pięcioma wydobytymi ciałami.
Tygodnie dryfowania na Atlantyku
Ocalali przekazali, że łódź wypłynęła z wybrzeży Gambii 26 do 27 dni przed akcją ratunkową, dokładnie 7 sierpnia. Śledczy z hiszpańskiej Gwardii Cywilnej poinformowali, że napisy na kadłubie pasują do rejestrów łodzi, która wyruszyła w rejs ze 128 osobami na pokładzie. Inne szacunki oparte na zeznaniach ocalałych, zebranych przez Czerwony Krzyż i służby ratunkowe, wskazują na liczbę od 108 do 127 osób, w tym cztery kobiety i niemowlę. Ratownicy, którzy weszli na pokład, przekazali agencji EFE, że pasażerowie znajdowali się w stanie skrajnego wyczerpania fizycznego, cierpiąc na halucynacje, omdlenia i całkowite osłabienie po tygodniach bez odpowiedniej ilości żywności i wody.
Bilans ofiar i tożsamość pasażerów
Helena Maleno, rzeczniczka i założycielka organizacji pomocowej Caminando Fronteras, poinformowała, że według relacji ocalałych podczas przeprawy zginęły 83 osoby, w tym trzy kobiety i niemowlę. Salvamento Maritimo potwierdziło wydobycie pięciu ciał z kadłuba, zaznaczając, że trudne warunki pogodowe początkowo utrudniały działania. Rzecznik służb ratunkowych wyjaśnił agencji AFP, że pozostałych domniemanych ofiar nie zlokalizowano ani nie wydobyto z wody, dlatego oficjalny bilans ogranicza się do ciał odnalezionych bezpośrednio na łodzi. Jose Antonio Rodriguez Verona, rzecznik Czerwonego Krzyża na Wyspach Kanaryjskich, potwierdził, że wszyscy ocalali pasażerowie to mężczyźni, w tym kilku nieletnich, pochodzący z Mali, Senegalu i Gambii.
Reakcja polityczna i presja migracyjna
Fernando Clavijo, prezydent rządu regionalnego Wysp Kanaryjskich, zażądał od Hiszpanii i Unii Europejskiej reform strukturalnych w polityce migracyjnej. Clavijo powiązał tragedię z szerszą presją migracyjną, wskazując na śmiertelny napływ migrantów w lipcu do hiszpańskiej enklawy Ceuta i podkreślił, że władze nie mogą zarządzać migracją od kryzysu do kryzysu.
To, czego doświadczamy na Wyspach Kanaryjskich, a w ostatnich dniach także w Ceucie, po raz kolejny pokazuje rzeczywistość: Hiszpania potrzebuje państwowej polityki migracyjnej, a Europa musi wziąć na siebie odpowiedzialność.
Clavijo stwierdził, że Wyspy Kanaryjskie nie mogą pozwolić, aby Atlantyk pozostał śmiertelną pułapką. Dane zebrane przez Caminando Fronteras wskazują, że w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku ponad 1300 migrantów zginęło podczas prób dotarcia do hiszpańskich wybrzeży. Choć liczba przybyszów na archipelag spadła z poziomu ponad 46 000 w 2024 roku dzięki wzmocnieniu patroli morskich i współpracy z krajami pochodzenia, szlak z Gambii, Senegalu i Mauretanii pozostaje jednym z najbardziej niebezpiecznych ze względu na duże odległości na otwartym morzu i niestabilne łodzie typu cayuco.


