AfD szokuje Saksonię-Anhalt i spycha Merza do narożnika
Ciąg dalszy z porannego wydania.
Alternatywa dla Niemiec zdobyła 43,8 proc. głosów w Saksonii-Anhalt, ponad podwajając wynik sprzed pięciu lat, i wzięła 39 mandatów w 83-osobowym parlamencie w Magdeburgu. Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna spadła do 17,2 proc., a SPD, Zieloni, Lewica i BSW podzieliły resztę stawki. AfD zabrakło trzech mandatów do samodzielnej większości, ale wyraźnie wyprzedziła każdą z partii głównego nurtu.
- AfD43,8
- CDU17,2
- SPD9,3
- Zieloni8,9
- Lewica8,6
- BSW5,3
Friedrich Merz wykluczył współpracę CDU z AfD, lecz wynik i tak osłabia jego pozycję w Berlinie. Regionalnej partii Ulricha Siegmunda daje też szansę nacisku na mniejsze frakcje i pojedynczych posłów. CDU rządziła Saksonią-Anhalt nieprzerwanie od 2002 r., więc decyzja Svena Schulzego o przejściu do opozycji oznacza więcej niż rutynową zmianę władzy.
„To najcięższa porażka wyborcza, jaką CDU poniosła od lat, od dekad.”
Liczby mają też ciemniejszą etykietę: krajowy urząd ochrony konstytucji Saksonii-Anhalt klasyfikuje tamtejszą AfD jako potwierdzone ugrupowanie skrajnie prawicowe. Wynik BSW, 5,3 proc., daje jej przewagę negocjacyjną, zwłaszcza że AfD i BSW mają razem arytmetyczną większość, nawet jeśli ich liderzy różnią się w sprawie współpracy. Magdeburg stał się salą prób dla pytania, które Berlin chciał odłożyć: jak długo wytrzymuje zapora ogniowa, gdy wyborcy wciąż piętrzą przy niej meble.
Na podstawie relacji: Frankfurter Allgemeine, ZEIT ONLINE, Süddeutsche Zeitung, N-tv, Der Tagesspiegel