
Prokuratura umarza śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie w sprawie składania fałszywych zeznań dotyczących dokumentów Kiszczaka
Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo w sprawie rzekomego składania fałszywych zeznań przez byłego prezydenta Lecha Wałęsę w 2016 roku dotyczących dokumentów służb bezpieczeństwa.
Umorzenie śledztwa
Prokuratura Okręgowa w Warszawie formalnie umorzyła postępowanie karne przeciwko byłemu prezydentowi Lechowi Wałęsie 24 września 2026 roku. Wałęsa był podejrzany o składanie fałszywych zeznań podczas przesłuchania w Instytucie Pamięci Narodowej w kwietniu 2016 roku. Śledczy zarzucali byłemu liderowi Solidarności kłamstwo w związku z zaprzeczeniem, jakoby podpisał ponad 50 dokumentów służb bezpieczeństwa odnalezionych w domu zmarłego ministra spraw wewnętrznych czasów PRL, generała Czesława Kiszczaka. Zastępca prokuratora okręgowego Wojciech Sitek ogłosił decyzję o umorzeniu po ustaleniu, że analiza materiału dowodowego nie daje pewnych podstaw do stwierdzenia, że Wałęsa był autorem tych dokumentów.
Nie ma pewnych podstaw do stwierdzenia, że Lech Wałęsa jest autorem dokumentów ujawnionych w szafie Kiszczaka, a tym samym nie ma dowodów na to, że skłamał podczas przesłuchania 13 kwietnia 2016 roku, zaprzeczając ich sporządzeniu.
Wady dowodów grafologicznych
Decyzja o umorzeniu podważyła wnioski biegłych, na których opierano wcześniejsze oskarżenia. Poprzednie akty oskarżenia bazowały na opiniach grafologicznych Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie, które przypisywały Wałęsie większość podpisów w dokumentach tajnego współpracownika o pseudonimie "Bolek". Prokurator prowadzący sprawę uznał, że te ekspertyzy nie były kategoryczne. Biegłym brakowało zweryfikowanych próbek porównawczych pobranych w warunkach oficjalnych w obecności prokuratora.
Co więcej, materiał porównawczy użyty w ocenie zawierał luki chronologiczne. Eksperci ocenili 157 rękopisów z okresu od 19 grudnia 1970 roku do 19 września 1980 roku, z czego ponad połowa pochodziła z grudnia 1970 i 1971 roku. Z kolei 136 dokumentów porównawczych dostarczonych do analizy obejmowało lata 1963–2016, zapewniając jedynie pojedyncze próbki z początku lat 70. Po okazaniu materiałów porównawczych Wałęsa potwierdził autorstwo dwóch podpisów, a pięć innych uznał za prawdopodobne.
- Lech Wałęsa zaprzecza podpisaniu dokumentów służb bezpieczeństwa podczas przesłuchania w IPN
- Wszczęcie śledztwa na polecenie prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry
- Prokuratura Okręgowa w Warszawie kieruje akt oskarżenia przeciwko Wałęsie do sądu
- Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia zwraca sprawę prokuraturze w celu uzupełnienia
- Prokuratura Okręgowa w Warszawie umarza postępowanie karne przeciwko Wałęsie
Historia postępowania i zeznania świadków
Sprawa rozpoczęła się w 2017 roku na polecenie ówczesnego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. 30 listopada 2023 roku prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mariusz Dubowski skierował akt oskarżenia przeciwko Wałęsie do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. W czerwcu 2024 roku sąd zwrócił akt oskarżenia do prokuratury w celu uzupełnienia braków w postępowaniu przygotowawczym.
W uzasadnieniu umorzenia prokuratorzy przywołali również zeznania świadków dotyczące umiejętności pisania Wałęsy w latach 70. i 80. Świadkowie wskazywali, że Wałęsa miał trudności z pisaniem w tamtym okresie, a dokumenty, które podpisywał jako lider Solidarności, były sporządzane w jego imieniu przez inne osoby.
Reakcje historyków
Decyzja spotkała się z krytyką badaczy zajmujących się archiwami służb bezpieczeństwa. Historyk Sławomir Cenckiewicz, którego Wałęsa bezskutecznie pozywał o zniesławienie w związku z twierdzeniami dotyczącymi dokumentów, zakwestionował opis umiejętności pisarskich lidera Solidarności.
Ci szaleńcy twierdzą, że na czele 10-milionowej Solidarności stał wtórny analfabeta.
Decyzja prokuratury kończy postępowanie w sprawie zarzutów o składanie fałszywych zeznań, które ciążyły na Wałęsie od końca 2023 roku.

