
Pacjent zapłacił 1350 zł za parking po trzydniowym pobycie w szpitalu w Poznaniu; szpital zwróci pieniądze
Mykola Studzinskyi przyjechał własnym samochodem na SOR z problemami kardiologicznymi, został przyjęty na trzy dni, a po wyjściu zobaczył rachunek za parking w wysokości 1350 zł. Po godzinach spędzonych przed szlabanem zapłacił prawie połowę swojej miesięcznej pensji; poznański szpital zapowiedział anulowanie opłaty.
Przyjęcie w trybie nagłym
7 lipca 2026 roku Mykola Studzinskyi, 39-letni pracownik magazynu, który mieszka w Polsce od sześciu lat, poczuł się źle i skonsultował się z kolegą lekarzem. Kolega nakazał mu natychmiast udać się na izbę przyjęć. Pojechał własnym samochodem do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ul. Grunwaldzkiej w Poznaniu, zaparkował i został przyjęty na oddział intensywnej opieki kardiologicznej z poważnymi problemami serca i arytmią. Spędził w szpitalu prawie trzy dni.
Rachunek za parking
Gdy został wypisany i próbował opuścić parking, system wyświetlił opłatę w wysokości 1350 zł. Stawka, obowiązująca od 1 maja, wynosi 10 zł za każde rozpoczęte 30 minut, z maksymalną opłatą 1440 zł za 72 godziny. Pacjent nie miał takiej kwoty na karcie.
Tłumaczyłem, że nie mam takiej kwoty na karcie, ale nikt nie chciał mnie wypuścić i musiałem czekać w samochodzie bez wody, bez jedzenia.
Pięciokrotnie kontaktował się z operatorem przez domofon, błagając o wypuszczenie. Prosił o fakturę z odroczoną płatnością lub wezwanie do zapłaty, ale odmówiono mu. Operator podobno powiedział mu: „To pożycz pieniądze od znajomych!” i się rozłączył. Wezwana policja uznała sprawę za spór cywilny.
Uwięziony przy szlabanie
Studzinskyi tkwił od 09:12 do 14:16, czyli ponad pięć godzin, bez swoich regularnych leków. Opisał to doświadczenie jako wzięcie zakładnika przez system parkingowy.
Szpitalny parking wziął mnie i mój samochód jako zakładników. Byłem przetrzymywany przed zamkniętym szlabanem przez ponad 5 godzin! Jako pacjent po ciężkim incydencie sercowym byłem zmuszony siedzieć w zamkniętym samochodzie, pod ogromnym stresem, bez wody, jedzenia i bez moich regularnych leków, które miałem zażywać w domu.
Ostatecznie jego pracodawca przelał mu pensję, a on zapłacił całą kwotę, która – jak powiedział – stanowiła prawie połowę jego miesięcznego wynagrodzenia.
Reakcja szpitala i ministerstwa
Po tym, jak historię opisał „Głos Wielkopolski”, a następnie podały ją ogólnopolskie media, dyrektor szpitala Stanisław Szczepaniak poinformował Radio ZET, że opłata zostanie anulowana. „To wyjątkowa, pierwsza taka sytuacja od wprowadzenia płatnego parkingu. Pacjent zostanie zwolniony z opłaty” – powiedział. Dodał, że gdyby pacjent skontaktował się z administracją szpitala w dniu wypisu, zostałby zwolniony z opłaty. Szefowa gabinetu dyrektora Ewa Żurowska wyjaśniła, że parking jest krótkoterminowy, aby zapewnić rotację, ze względu na ograniczoną liczbę miejsc w centrum miasta. Dodała też, że zachowanie operatora było niedopuszczalne.
Ministerstwo Zdrowia oświadczyło, że usługi parkingowe nie są opieką zdrowotną i nie są finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia ani budżet państwa, a minister nie może wpływać na dyrektorów szpitali w tej sprawie. Zasugerowało, że Rzecznik Praw Pacjenta mógłby zająć się tą sprawą.
Co dalej
Szpital otrzymał skargę pacjenta i będzie ją rozpatrywał. Dyrektor zapewnił, że pacjenci przyjęci w trybie nagłym i niespodziewanie hospitalizowani będą traktowani indywidualnie. Zachowanie operatora jest analizowane.
- Mykola Studzinskyi przyjeżdża własnym samochodem na SOR z problemami kardiologicznymi i zostaje przyjęty na oddział intensywnej opieki kardiologicznej.
- Po prawie trzech dniach zostaje wypisany i widzi opłatę za parking w wysokości 1350 zł.
- Szlabany nie otwierają się; pacjent rozpoczyna ponad pięciogodzinne oczekiwanie bez jedzenia, wody i leków.
- Po otrzymaniu przelewu pensji od pracodawcy płaci opłatę i wyjeżdża.
- Dyrektor szpitala ogłasza anulowanie opłaty i krytykuje zachowanie operatora.


