
Ponad 600 ataków na ukraińskich rekruterów. Kryzys mobilizacyjny w piątym roku wojny
Odznaczony weteran został pobity metalowym prętem przez osoby uchylające się od służby, a policja odnotowała w tym roku ponad 600 napaści na oficerów rekrutacyjnych. Ukraina zmaga się z problemami kadrowymi w piątym roku pełnoskalowej inwazji Rosji.
Historia weterana
Wasyl Krupycz przetrwał brutalne walki w Donbasie jako karabinowy, modląc się i płacząc, ale zawsze utrzymując linię obrony przed rosyjskimi wojskami. W grudniu 2025 roku zagrożenie przyszło jednak ze strony rodaków. Podczas patrolu identyfikującego mężczyzn uchylających się od poboru, Krupycz i jego koledzy próbowali sprawdzić dokumenty dwóch osób. Mężczyźni rzucili się do ucieczki, a podczas pościgu weteran został uderzony metalowym prętem.
Złamał mi żebro, leżałem tam i nie mogłem oddychać.
Krupycz spędził sześć tygodni w szpitalu. Odznaczony żołnierz kwestionuje teraz swoje poświęcenie. „O co walczyłem, skoro teraz żołnierze mogą być bici?” – pytał w wywiadzie dla BBC.
Narastająca przemoc wobec rekruterów
Ukraiński rzecznik praw wojskowych twierdzi, że takie ataki stały się częste i stanowią poważny problem. Najnowszy raport policji krajowej odnotował ponad 600 napaści na oficerów rekrutacyjnych w tym roku, ostrzegając, że agresja staje się coraz bardziej niebezpieczna.
Pierwszy poważny sygnał ostrzegawczy pojawił się w kwietniu 2026 roku, kiedy kilku rekruterów zostało dźgniętych nożem, a jeden zginął. Następnie, w tym miesiącu we Lwowie, około 200 protestujących otoczyło oficerów próbujących zatrzymać mężczyznę podejrzanego o uchylanie się od poboru. Tłum zdewastował i przewrócił pojazd wojskowy, a zdjęcia z incydentu szybko rozprzestrzeniły się w ukraińskich mediach.
- Weteran Wasyl Krupycz pobity metalowym prętem przez osoby uchylające się od poboru, hospitalizowany przez sześć tygodni.
- Kilku rekruterów dźgniętych nożem, jeden zabity w pierwszym poważnym incydencie.
- 200 protestujących we Lwowie otacza oficerów, dewastuje i przewraca wojskowy samochód.
Prezydent Wołodymyr Zełenski publicznie potępił przemoc wobec żołnierzy w czynnej służbie. Jego późniejsza decyzja o odwołaniu ministra obrony Mychajła Fedorowa, uzasadniona różnicą charakterów i wizji z naczelnym dowódcą Ukrainy, oznacza, że wysiłki na rzecz rozwiązania kryzysu rekrutacyjnego pozostają w zawieszeniu.
Strach i „busyfikacja”
Krupycz twierdzi, że główny problem jest prosty. „Każdy boi się śmierci” – powiedział BBC. Zasugerował podniesienie żołdu jako możliwą zachętę, po czym wzruszył ramionami. „Nie da się tego zrobić inaczej, po prostu się nie da. Nasi ludzie muszą zostać zastąpieni. Ale nikt już nie zgłasza się na ochotnika”.
Jedyny wzrost entuzjazmu ochotników nastąpił pod koniec 2023 roku, kiedy Ukraina rozpoczęła kontrofensywę w celu odzyskania terytoriów na południowym wschodzie. Nie trwało to długo. Następnie, według opozycyjnego posła Ołeksandra Honczarenki, nadeszła faza „brutalnej mobilizacji”.
Ci oficerowie polują na ludzi na ulicach i czasami stosują dość ostre metody.
Ta praktyka, nazwana przez krytyków „busyfikacją”, napędziła sprzeciw. Honczarenko obwinia ją bezpośrednio za gwałtowne reakcje obserwowane obecnie w całym kraju.
Kryzys bez wyraźnego końca
Wojna trwa już piąty rok, a pula chętnych rekrutów wyczerpała się. Przemoc, jak ostrzega rzecznik, staje się rutyną. W obliczu odwołania ministra obrony i nadwątlonego zaufania publicznego, wyzwanie utrzymania sił zbrojnych Ukrainy staje się coraz bardziej dotkliwe. Krupycz, wciąż dochodzący do siebie, nie widzi łatwego rozwiązania. „Walczyłem, broniliśmy naszych ludzi, a teraz nas atakują” – powiedział.
