
Ofensywa Huti na wybrzeżu Morza Czerwonego: setki zabitych i 82 tys. przesiedlonych
Siły rebelianckie Huti zajęły nadmorskie miasto Mocha i posunęły się w stronę cieśniny Bab al-Mandab. W wyniku walk zginęło ponad 650 osób, a ponad 82 tys. mieszkańców musiało opuścić swoje domy.
Szybki postęp wzdłuż wybrzeża Morza Czerwonego
Siły Huti posunęły się na południe wzdłuż zachodniego wybrzeża Jemenu, zajmując port Mocha, wyspę Perim oraz pozycje przybrzeżne w pobliżu Dhubab. Rebelianci znaleźli się bezpośrednio przy cieśninie Bab al-Mandab, przez którą przechodzi około 10% światowego handlu morskiego. W odpowiedzi uznawany międzynarodowo rząd Jemenu poinformował o atakach rakietowych i dronach wymierzonych w dzielnice mieszkalne oraz obozy dla uchodźców w prowincjach Taizz, Al-Hudajda i Marib. Jednostki Huti przeprowadziły również ataki na saudyjskie centra dowodzenia w Szarurze, co przedstawiciele rebeliantów określili jako odwet za wsparcie Rijadu dla jemeńskiego rządu.
Rzecznik sił Huti, Jahja Sari, ogłosił ataki na pozycje saudyjskie po zakończeniu natarcia na wybrzeże.
Operacja została przeprowadzona przy użyciu dużej salwy pocisków balistycznych i dronów, osiągając precyzyjne i bezpośrednie trafienia dzięki łasce i pomocy Allaha.
Ofiary i przegrupowanie milicji
Starcia między jednostkami Huti a milicjami sprzyjającymi rządowi należą do najcięższych walk na zachodnim wybrzeżu od lat. Pro-rządowa milicja Narodowy Ruch Oporu, dowodzona przez Tarika Saleha, potwierdziła 13 września, że w walkach między 9 sierpnia a 10 września zginęło 500 jej bojowników, a 1500 zostało rannych. Milicja podała, że siły Huti straciły w tym samym czasie ponad 1000 bojowników, oskarżając jednocześnie irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej o wspieranie ataku. Jemeńskie Ministerstwo Praw Człowieka w Adenie poinformowało, że ataki Huti zabiły co najmniej 150 cywilów i raniły ponad 200 osób w ciągu dziesięciu dni od 3 września. Po utracie Mochy siły Narodowego Ruchu Oporu wycofały się, aby utworzyć drugą linię obrony, prowadząc jednocześnie ostrzał artyleryjski w prowincjach Marib, Al-Dżauf i Al-Bajda.
- Nasilenie starć wzdłuż zachodniego wybrzeża Jemenu
- Siły Huti rozpoczynają dużą ofensywę w prowincjach Taizz i Al-Hudajda
- Bojownicy Huti przejmują kontrolę nad portem Mocha
- IOM odnotowuje ponad 82 tys. przesiedlonych, uchodźcy przeprawiają się do Dżibuti
Kryzys humanitarny i przesiedlenia
Ofensywa wywołała masowe przesiedlenia w wielu prowincjach południowo-zachodniego Jemenu. Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji (IOM) podała, że między 3 a 13 września swoje domy opuściły 82 164 osoby. Liczba ta wzrosła z 46 tys. w piątek do 76 tys. w sobotę. Największy ruch odnotowano w prowincji Taizz (około 56 tys. przesiedlonych), podczas gdy 19 tys. osób uciekło z Lahidż, a 8 tys. z Al-Hudajdy. Kolejne 2500 osób opuściło portowe miasto Aden, ponieważ walki zakłóciły korytarze transportowe. Rząd w Adenie poinformował również o nalotach na placówki organizacji humanitarnych, grabieżach instytucji publicznych oraz porwaniu dziennikarza w Mochy.
- Taizz
- 56000
- Lahidż
- 19000
- Al-Hudajda
- 8000
- Aden
- 2500
Ucieczka drogą morską do Dżibuti
Uciekając przed walkami na wybrzeżu, tysiące jemeńskich cywilów próbowało przeprawić się przez cieśninę Bab al-Mandab w stronę Afryki Wschodniej. Minister gospodarki Dżibuti, Iljas Musa Dawaleh, poinformował, że w ciągu jednej doby do brzegów kraju dotarło 1400 uchodźców. IOM potwierdziła, że od 10 września w pobliżu Obock w północnym Dżibuti wylądowało ponad 2000 osób, co skłoniło lokalne władze i agencje ONZ do uruchomienia operacji ratunkowych. Amy Pope, dyrektor generalna IOM, wezwała międzynarodowych darczyńców do szybkiego przekazania środków finansowych na wsparcie przybywających uchodźców i społeczności przyjmujących w Obock.
Przekraczają morze, nie mając nic, ponieważ nie mają innego wyboru. Jemen to kraj rozdarty przez biedę i konflikt, który nie jest w stanie sam stawić czoła temu kryzysowi.


