
Meloni: prezydent z prawicy przestał być tematem tabu, Vannacci nie różni się od opozycji
Premier Giorgia Meloni oświadczyła, że jeżeli Włosi ponownie zagłosują na centroprawicę, możliwy będzie wybór prezydenta republiki niebędącego lewicą, nazywając to przełamaniem „wielkiego tabu". Wykluczyła też jakikolwiek sojusz z partią Roberto Vannacciego, twierdząc, że jej lider „chce tylko niszczyć".
Przełamanie tabu na Kwirynale
W wywiadzie udzielonym Nicoli Porro w programie „10 minuti” na kanale Rete 4, Meloni zasugerowała, że długoletnia konwencja obsadzania urzędu głowy państwa przez polityka o lewicowych sympatiach może dobiec końca po następnych wyborach powszechnych. Stwierdziła, że establishment uznałby taki wynik za „straszny", ale że sytuacja może się zmienić. „Uważano, że nic nie może się zmienić, a pokazano, że zmiana jest możliwa” – argumentowała. Premier przedstawiła to jako kwestię równych praw: „Kto nie jest z lewicy, nie jest gorszym dzieckiem Boga, ma takie same prawa jak inni”.
Nie jest powiedziane, że i tego wielkiego tabu nie uda się przełamać: posiadania prezydenta republiki, który nie wywodzi się z centrolewicy.
Podkreśliła, że scenariusz ten zależy od wyborców: „Zdecydują o tym Włosi". Wypowiedź ta oznacza wyraźniejsze publiczne poparcie dla tej idei od czasu, gdy jej rząd stał się najdłużej urzędującym w najnowszej historii Włoch.
Vannacci: „chce tylko niszczyć”
Meloni zdystansowała się od jakiegokolwiek zbliżenia z Roberto Vannaccim i jego partią Futuro Nazionale, która w sondażach notuje dwucyfrowe poparcie i odbiera głosy prawicy. Przyrównała jego ruch do lewicowej opozycji.
Nie widzę dużej różnicy między ruchem posła Vannacciego a wszystkimi innymi partiami opozycyjnymi. Głosują jak lewica, chcą obalić rząd dokładnie tak jak lewica, cały dzień mówią przeciwko nam, zupełnie jak lewica.
Wymieniła zwyczajnych krytyków jako „Schlein, Conte, Bonelli, Renzi, Gruber i spółka" i stwierdziła, że teraz dołącza do nich Vannacci. Przyznając, że porusza on tematy, nad którymi sama pracowała od dawna, zbagatelizowała go: „Trudno budować coś z kimś, kto najwyraźniej chce tylko niszczyć”.
Imigracja i remigracja
W obliczu sztandarowej polityki Vannacciego, jaką jest „remigracja", Meloni określiła ją jako coś, co Włochy już robią: dobrowolne repatriacje wspomagane. „Zgodnie z moją interpretacją remigracja to dobrowolne powroty wspomagane. Już je przeprowadzamy” – powiedziała. Zauważyła, że państwo włoskie, UE i UNHCR realizują takie programy. Przyznała jednak, że prawdziwym problemem są imigranci, którzy nie chcą wyjechać.
Problem polega na tych, którzy nie chcą jechać, i wtedy robi się to zdecydowanie bardziej skomplikowane.
Polityka zagraniczna: nie antyamerykańska, nie służalcza
Odnosząc się do wcześniejszych napięć po uwagach sekretarza generalnego NATO Marka Rutte na temat lotów z amerykańskich baz we Włoszech, Meloni określiła jego oświadczenie jako „bardzo przybliżone". Wyjaśniła, że liczba lotów była niższa niż w poprzednich latach, mieściła się w ramach normalnej działalności baz i nie miała charakteru bojowego. Zaapelowała o ostrożność, ponieważ informacje „mogą być błędnie interpretowane, jak to miało miejsce również w przypadku władz irańskich".
Odnosząc się do swojej ogólnej postawy, odrzuciła zarówno łatkę antyamerykańską, jak i służalczą, powołując się na swoje przekonanie o sile zjednoczonego Zachodu. „Silne relacje opierają się również na szczerości, a ja jestem osobą szczerą” – powiedziała.
Nie jestem dzisiaj antyamerykańska, ani wczoraj nie byłam na kolanach. Wierzę, że Zachód jest silniejszy zjednoczony, a Włochy są silniejsze w zjednoczonym Zachodzie.
Reforma wyborcza i cele wewnętrzne
Meloni zapewniała, że proponowane prawo wyborcze nie faworyzuje żadnej partii, ale „sprzyja Włochom", pozwalając im wybrać zwycięzcę i dając temu zwycięzcy jasny mandat do rządzenia. Twierdziła, że sprzeciwiają się mu wszyscy ci, którzy rządzili bez wygrywania wyborów, bo chcą nadal uprawiać „gry pałacowe". W innych kwestiach wewnętrznych poprosiła o cierpliwość w sprawie planu mieszkaniowego i ponownie opowiedziała się za negocjowaną „godziwą płacą” zamiast narzuconej przez państwo płacy minimalnej, nazywając tę drugą opcję „o wiele bardziej liberalną i skuteczną”.

