Zmarzlik wygrywa przemoczone Grand Prix Wrocławia i odzyskuje prowadzenie w cyklu po finiszu o północy
Po trwającej trzy godziny przerwie spowodowanej deszczem, proteście zawodników i awarii prądu, Bartosz Zmarzlik minął Brady'ego Kurtza w finale 300. Grand Prix na żużlu we Wrocławiu, odzyskując prowadzenie w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata.
Ściana wody
Czterdzieści minut przed planowanym startem o 19:00 na Stadionie Olimpijskim gwałtowna burza z ulewą przeszła nad Wrocławiem. Tor zamienił się w jezioro w ciągu pół godziny, a park maszyn został zalany, gdy mechanicy spieszyli się z przenoszeniem sprzętu. Ostrzeżenia przed deszczem zostały wydane przez RCB rankiem, ale skala zjawiska zaskoczyła większość. Organizatorzy początkowo wyznaczyli decyzyjny deadline na 20:00; wtedy deszcz wciąż padał, a zawodnicy byli wyraźnie zaniepokojeni.
Zawodnicy jednoczą się, potem blackout
Phil Morris, dyrektor cyklu, powiedział żużlowcom, że tylko kilka rund Grand Prix w historii zostało przełożonych i że dzisiejsza nie będzie jedną z nich. Odpowiedź była bezpardonowa. Patryk Dudek oznajmił na zebraniu, że zawodnicy nie wystąpią w takich warunkach, dorzucając ostrą uwagę, którą wychwyciły polskie transmisje.
Szanujmy się. Nie jesteśmy małpami w zoo.
Gdy park maszyn wciąż był pod wodą, a deszcz słabł tylko sporadycznie, strażacy wypompowywali stojącą wodę, a personel toru zamiatał nawierzchnię. O 21:30 zawodnicy w końcu ustawili się do pierwszego wyścigu, ale taśma startowa straciła zasilanie. Morris ogłosił, że wyścigi rozpoczną się pod zieloną flagą, ale kilka minut później usterka elektryczna została naprawiona i taśma opadła o 21:50.
- Rozpoczyna się ulewny deszcz, zalewając tor i park maszyn Stadionu Olimpijskiego.
- Planowany czas startu mija; ulewa trwa nadal.
- Zawodnicy zbiorowo odmawiają jazdy podczas spotkania z dyrektorem cyklu Phil'm Morrisem w parku maszyn.
- Ekipa torowa wznawia usuwanie wody; do akcji włączają się ciężkie maszyny.
- Zawodnicy ustawiają się do pierwszego wyścigu, ale taśma startowa traci zasilanie.
- Awaria elektryczna naprawiona; wyścigi w końcu rozpoczynają się od opadnięcia taśmy.
Dwa upadki i dwa wyjazdy do szpitala
Max Fricke zahaczył o tylne koło Jasona Doyle'a w trzecim wyścigu i mocno uderzył w bandę powietrzną, ale był w stanie kontynuować jazdę. Poważniejszy incydent miał miejsce w siódmym wyścigu. Kacper Woryna zderzył się z Doylem, który następnie ściął Jacka Holdera. Holder z dużą prędkością uderzył w bandę powietrzną, został opatrzony przy torze, a następnie przewieziony do szpitala z podejrzeniem złamania ręki. Doyle początkowo odszedł o własnych siłach, ale później założono mu kołnierz ortopedyczny i również został przewieziony na badania. Obaj Australijczycy opuścili stadion w karetkach.
Lebiediew zaskakuje, Kurtz prowadzi
Na trudnym torze start z zewnętrznego pola D przyniósł zwycięstwa w pierwszych ośmiu wyścigach. Po trzech rundach Andrzej Lebiediew prowadził w tabeli z ośmioma punktami, wyprzedzając faworyta gospodarzy Macieja Janowskiego w swoim trzecim starcie. Faza zasadnicza zakończyła się jednak z Brady'm Kurtzem na 12 punktach i Bartoszem Zmarzlikiem na 11, co zapewniło im dwa bezpośrednie miejsca w finale.
Korona o północy
O 23:59 Zmarzlik jako pierwszy przekroczył linię mety w finale, wjeżdżając pod Kurtza w stylu, który polskie media określiły jako spektakularny rewanż za niedawną porażkę. Zwycięstwo wyniosło Polaka na szczyt tabeli Mistrzostw Świata. Na trybunach tłum, który przetrwał trzygodzinne oczekiwanie, blackout i dwa wyjazdy karetek, ryczał w blasku reflektorów.
Nie widziałem jeszcze mechaników bez butów.

