
Chiński dysydent przeżył 30-godzinną ucieczkę pontonem do Korei Południowej, teraz grozi mu areszt
Dong Guangping, 68 lat, były chiński policjant i wieloletni działacz polityczny, został przechwycony przez władze Korei Południowej po przepłynięciu ponad 300 km otwartego morza w małej nadmuchiwanej łodzi. Ta dramatyczna ucieczka to jego najnowsza próba uniknięcia prześladowań i dołączenia do rodziny w Kanadzie.
Dong Guangping, 68-letni były policjant, który stał się dysydentem, został uratowany i zatrzymany przez południowokoreańską straż przybrzeżną w poniedziałek wieczorem po wyczerpującej 30-godzinnej podróży z chińskiej prowincji Shandong. Wypłynął szarą, nadmuchiwaną łodzią o długości 3,3 metra napędzaną silnikiem o mocy 10 koni mechanicznych, pokonując dystans ponad 300 kilometrów, zanim silnik uległ awarii, a wyczerpanie prawie go pokonało.
Był bliski omdlenia z wyczerpania, nie śpiąc od dwóch dni.
Historia oporu i nieudanych ucieczek
Opór Donga rozpoczął się w 1999 roku, kiedy został zwolniony z policji w Zhengzhou za podpisanie petycji upamiętniającej dziesiątą rocznicę pacyfikacji na placu Tiananmen. Następnie trafił do więzienia: na trzy lata za „podżeganie do obalenia władzy państwowej” w 2001 roku, a potem ponownie po aresztowaniu w 2014 roku związanym z wydarzeniami na Tiananmen. Od tego czasu podjął co najmniej cztery próby – według niektórych źródeł pięć – opuszczenia Chin i połączenia się z żoną i córką, które otrzymały azyl w Kanadzie.
W 2015 roku rodzina uciekła do Tajlandii i została uznana za uchodźców przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Podczas gdy żona i córka mogły kontynuować podróż do Toronto, tajskie władze deportowały Donga z powrotem do Chin, pomimo protestów organizacji międzynarodowych. W 2019 roku próbował przepłynąć z Shishi do Kinmen, wyspy kontrolowanej przez Tajwan, ale został przechwycony przez chińskich rybaków. Ucieczka do Wietnamu w 2020 roku sprawiła, że przez dwa lata żył w ukryciu w Hanoi, zanim wietnamska policja potajemnie przekazała go Chinom, co skutkowało kolejnym wyrokiem więzienia za nielegalne przekroczenie granicy.
- Zwolniony z policji za podpisanie petycji upamiętniającej 10. rocznicę pacyfikacji na placu Tiananmen
- Więziony przez trzy lata pod zarzutem „podżegania do obalenia władzy państwowej”
- Ponownie aresztowany za udział w wydarzeniu upamiętniającym Tiananmen
- Uciekł z rodziną do Tajlandii; otrzymał status uchodźcy ONZ, ale został przymusowo deportowany do Chin
- Próbował przepłynąć na wyspę Kinmen (Tajwan); przechwycony przez chińskich rybaków
- Przekroczył granicę z Wietnamem, żył w ukryciu przez dwa lata, zanim został potajemnie deportowany do Chin
- Zwolniony po odbyciu 11-miesięcznego wyroku za nielegalne przekroczenie granicy
- Ukończył 30-godzinną podróż pontonem do Korei Południowej; zatrzymany przez straż przybrzeżną
Reakcje międzynarodowe i prawna próżnia
Najnowsza ucieczka Donga wywołała pilne apele organizacji praw człowieka. Human Rights in China, nowojorska grupa, wydała oświadczenie podkreślające wyraźne implikacje jego gehenny.
To, że człowiek blisko siedemdziesiątki został zmuszony do przepłynięcia otwartego morza w małej nadmuchiwanej łodzi, jest samo w sobie druzgocącym oskarżeniem sytuacji praw człowieka w Chinach.
Organizacja wezwała Seul do przestrzegania zasad humanitarnych i nieodesłania Donga do Chin, wskazując na „poważne ryzyko prześladowań i tortur”, jakie mu grozi. Sheng Xue, chińsko-kanadyjska aktywistka i przyjaciółka Donga, potwierdziła, że starannie zaplanował przeprawę i że próbowała go odwieść ze względu na niebezpieczeństwo. „Dong jest bardzo wytrwały, bardzo odważny” – powiedziała.
W czwartek władze Korei Południowej kontynuowały przesłuchiwanie Donga pod kątem naruszenia przepisów imigracyjnych i przygotowywały się do przeniesienia go do ośrodka detencyjnego dla cudzoziemców. Straż przybrzeżna potwierdziła jego aresztowanie, ale odmówiła publicznego ujawnienia jego tożsamości.
Wrażliwość dyplomatyczna
Incydent stawia prezydenta Korei Południowej Lee Jae-myunga w delikatnej sytuacji. Od objęcia urzędu w zeszłym roku jego administracja dąży do stabilizacji często napiętych stosunków z Pekinem. Udzielenie schronienia prominentnemu dysydentowi mogłoby skomplikować te wysiłki dyplomatyczne, zwłaszcza że rzeczniczka chińskiego MSZ Mao Ning powiedziała dziennikarzom, że „nie wie” o żadnych kontaktach w sprawie ewentualnej deportacji. Grupy rzecznicze ostrzegają, że Chiny mają udokumentowany wzorzec wywierania presji na inne państwa w celu odesłania dysydentów, co widać w poprzednich sprawach dotyczących Ujgurów i Tybetańczyków.


