
Przemówienie Trumpa na kolacji korespondentów w Waszyngtonie przyjęte w milczeniu; prezydent obrażał dziennikarzy i demokratów
Podczas wystąpienia w mniejszym i lepiej zabezpieczonym obiekcie, trzy miesiące po tym, jak uzbrojony napastnik wymusił odwołanie pierwotnego wydarzenia, Donald Trump wykorzystał swoją obecność na kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu do ataków na dziennikarzy i polityków Partii Demokratycznej, co spotkało się z milczeniem większości z 600 gości.
Przełożona kolacja w warunkach zaostrzonego bezpieczeństwa
Kolacja Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu odbyła się w piątek w hotelu Waldorf Astoria w Waszyngtonie. Było to wydarzenie zastępcze po tym, jak pierwotna gala z 25 kwietnia została przerwana. Uzbrojony 31-latek próbował wówczas szturmować punkt kontroli bezpieczeństwa w hotelu Washington Hilton, gdzie zgromadziło się 2600 gości, zanim został obezwładniony przez Secret Service. Organizatorzy przenieśli kolację do mniejszej sali balowej i zaostrzyli środki bezpieczeństwa, ograniczając liczbę uczestników do około 600–700 osób. Wieczór rozpoczął się od nawiązania Trumpa do wcześniejszego ataku.
Nie uginamy się przed przemocą polityczną.
Przemówienie, które nie wywołało śmiechu
Trump przemawiał przez ponad godzinę, mieszając ataki na dziennikarzy z drwinami z demokratycznych rywali, co jego rzecznicy zapowiadali jako wystąpienie jednoczące, a zarazem bezkompromisowe. Zamiast tego na sali zapadła cisza. Prezydent nazwał prowadzącą CNN Kaitlan Collins kłamczuchą rozpowszechniającą "zmyślone historie", stwierdził, że mimo atrakcyjnego wyglądu nigdy się nie śmieje, a następnie porównał 34-latkę do Dylan Mulvaney, transpłciowej influencerki, której krótka współpraca z marką Bud Light stała się punktem zapalnym dla prawicy. Atakowano również Jake'a Tappera z CNN oraz Jacqui Heinrich z Fox News, podczas gdy gubernator Illinois JB Pritzker został nazwany "grubą świnią", a gubernator Kalifornii Gavin Newsom wyśmiany jako osoba mało inteligentna. Przez większość przemówienia słychać było śmiech jedynie członków gabinetu Trumpa.
To był interesujący wieczór. Nie wiedziałem, co na mnie czeka. I jest znacznie gorzej, niż myślałem.
Dziennikarze nagrodzeni, a potem zaatakowani
Wcześniej w programie siedmioro dziennikarzy "Wall Street Journal" otrzymało prestiżową nagrodę za materiały dotyczące relacji Trumpa z nieżyjącym już przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem. Trump, który pozwał gazetę na ponad 10 mld USD odszkodowania w związku z tymi publikacjami, uścisnął dłoń laureatom, ale później wrócił do wygłaszania pretensji. Powiedział publiczności, że na sali znajduje się największa kolekcja osób cierpiących na "zespół Trump Derangement Syndrome", co jest frazą, której używa często.
Miałem na was oko.
Trump zasugerował, że dziennikarze mieli szczęście, iż kwietniowe wydarzenie zostało przerwane. Zakończył wieczór, zakładając czerwoną czapkę z napisem "Trump 2028" i rozważając powrót za rok, pozostawiając wyraźne wrażenie, że relacje między prezydentem a waszyngtońskim korpusem prasowym stały się jeszcze bardziej napięte.


