
Prezydent Nawrocki mówi, że prawdopodobnie przeżył próbę otrucia podczas wiecu wyborczego w Ząbkowicach Śląskich
W nadchodzącej książce prezydent Karol Nawrocki opowiada o nagłym zasłabnięciu i gwałtownej chorobie podczas wiecu wyborczego, które jego współautor prof. Andrzej Nowak nazywa próbą otrucia.
Nagłe zasłabnięcie
Karol Nawrocki był w trakcie swojej kampanii prezydenckiej, gdy rutynowy wiec w Ząbkowicach Śląskich zamienił się w to, co teraz nazywa „prawdziwym trzymaniem w napięciu”. Rozmawiając z historykiem Andrzejem Nowakiem do książki „Skąd się wziął Karol Nawrocki”, prezydent opisał dzień w połowie maja, gdy jego organizm nagle się wyłączył. Zjadł lunch na Dolnym Śląsku, a następnie przemawiał do niewielkiego tłumu przed ratuszem przez pięć do siedmiu minut mimo ulewnego deszczu. Gdy skończył mówić i ruszył w stronę czekającego autobusu, poczuł nagłe, przytłaczające osłabienie. „Jakby ktoś wyłączył moje ciało” – wspominał. Z pomocą trzech najbliższych współpracowników dotarł do autokaru, napił się wody i położył na tylnym siedzeniu. Chwilę później stracił przytomność.
Autobus, garnitur, wszystko było całkowicie ochlapane moimi gwałtownymi wymiotami. Mówili, że wyglądało to jak scena z Egzorcysty – kopałem nogami, rzucałem się, wymiotowałem kompulsywnie. Kiedy się obudziłem, nie miałem pojęcia, co się wydarzyło przez te kilka minut.
Co się stało w autobusie
W zamkniętym autobusie kampanijnym scena zaniepokoiła personel. Współpracownicy Mikołaj, Jarek i Jakub zasunęli czarne zasłony i czekali w szoku. Nawrocki powiedział, że później usłyszał, iż wymioty były „jak fontanna”, a drgawki niekontrolowane. Jeden z nich, Jakub, powiedział mu później wprost: „Byłem przekonany, że nie żyjesz”. Prezydent stwierdził, że sam nic nie pamięta od momentu utraty przytomności do chwili, gdy się ocknął i zobaczył nad sobą bladą twarz swojego zespołu.
- Nawrocki je obiad na Dolnym Śląsku przed wiecem; ulewny deszcz zakłóca plany.
- Przemawia przez 5–7 minut przed ratuszem w Ząbkowicach Śląskich.
- Czuje nagłe osłabienie, prosi o pomoc w dotarciu do autobusu kampanijnego, traci przytomność.
- Budzi się, widząc autobus ochlapany wymiocinami; współpracownicy opisują drgawki i obawę o jego życie.
Ostrzeżenia ochrony
Przez całą kampanię ochroniarze sygnalizowali zagrożenia. Doradzali mu, aby nie całował kobiet w dłonie na wiecach, ostrzegając, że w ten sposób może zostać przeniesiona toksyczna substancja. Nawrocki przyznał, że słyszał ostrzeżenia, ale kontynuował tę praktykę. Zauważył również nietypowe zachowanie mediów tego dnia: dziennikarze z redakcji powiązanych z jego przeciwnikiem nagle się pojawili i zdawali się skupiać na tym, czy wsiądzie do konkretnego pociągu regionalnego z Ząbkowic do Dzierżoniowa.
Ciągle pytali wszystkich o to samo: czy Nawrocki zdąży na ten pociąg, czy na pewno jedzie pociągiem. Miałem wrażenie, że na coś czekali.
Zarzut prof. Nowaka
Andrzej Nowak, historyk, który przeprowadził wywiad i przewodniczył Komitetowi Obywatelskiemu poparcia kandydatury Nawrockiego, poszedł dalej niż prezydent we własnych uwagach. Stwierdził wprost, że epizod był próbą otrucia kandydata i wyeliminowania go z wyścigu, gdy stało się jasne, że zmierza po zwycięstwo.
Próbowano otruć Karola Nawrockiego. Po prostu go otruć, wyeliminować z tej kampanii.
Konsekwencje polityczne i równoległa kampania oszczerstw
W tym samym wywiadzie Nowak opisał to, co nazwał „brutalną” próbą obozu rywala Rafała Trzaskowskiego zdyskredytowania Nawrockiego. Powiedział, że zespół Trzaskowskiego przygotował fałszywą historię, jakoby Nawrocki miał nieślubne dziecko z byłą kochanką i planował ujawnić to podczas debaty telewizyjnej. Ten plan został porzucony, ale relacja Nowaka przedstawia zarzut otrucia jako część niebezpiecznej eskalacji. Wydawca książki, Biały Kruk, publikuje pełny wywiad w nadchodzących dniach.


