
USA ostrzega Polskę przed rosyjską prowokacją zbrojną, gdy Tusk szykuje się na krytyczne miesiące
Amerykański wywiad wielokrotnie ostrzegał Warszawę, że Moskwa rozważa ograniczoną prowokację militarną na terytorium Polski, możliwą w ciągu kilku miesięcy, mającą na celu rozbicie jedności NATO i zmuszenie zachodnich sojuszników do wstrzymania pomocy wojskowej dla Ukrainy.
Ostrzeżenia USA
Stany Zjednoczone wielokrotnie ostrzegały Polskę, że Rosja rozważa ograniczoną prowokację zbrojną na polskim terytorium w nadchodzących miesiącach, według wielu źródeł bezpieczeństwa cytowanych przez polski portal Onet i brytyjski Telegraph. Celem, według ocen wywiadu, byłoby wystawienie na próbę determinacji NATO i wywarcie presji na zachodnich sojuszników, aby zawiesili pomoc wojskową dla Ukrainy. Źródła bliskie prezydentowi Karolowi Nawrockiemu powiedziały Onetowi, że USA „systematycznie informują Polskę o wszelkich nowych rosyjskich planach konwencjonalnego ataku na wschodnią flankę NATO”, podkreślając, że Polska nie jest wykluczona. Ambasador NATO potwierdził również, że rosyjska prowokacja przeciwko Polsce lub państwom bałtyckim stanowi poważne zagrożenie.
Scenariusze prowokacji
Możliwe działania opisane w raportach obejmują ataki dronów na infrastrukturę krytyczną, taką jak sieci energetyczne, symulowane ataki powietrzne na dużą skalę mające zmusić Polskę do uruchomienia obrony powietrznej oraz hybrydową operację graniczną z udziałem wojsk rosyjskich lub białoruskich. W najbardziej radykalnym scenariuszu żołnierze mogliby przekroczyć granicę pod pretekstem awarii GPS lub fikcyjnej misji ratunkowej dla zestrzelonego helikoptera. Operacja mogłaby być przeprowadzona z rosyjskiej enklawy Kaliningradu lub z Białorusi. Źródła wywiadowcze zauważają, że Moskwa może próbować obwiniać Ukrainę o incydent, aby pogłębić podział między Kijowem a Warszawą.
Reakcja Polski
Premier Donald Tusk powiedział w piątek, że nadchodzące miesiące „mogą być naprawdę krytyczne”, a rząd przygotowuje się na „różne sytuacje”.
Nie bójmy się, przygotowujemy się na różne sytuacje, ale nie możemy ich ignorować. Jesteśmy świadomi zagrożeń, także dzięki informacjom od naszych sojuszników.
Dodał, że obawy są „szczególnie odczuwalne w państwach bałtyckich”. Jego zastępca, Radek Sikorski, powiedział CBS News pod koniec czerwca, że nie wyklucza rosyjskiej operacji fałszywej flagi w ciągu najbliższych dwóch lat. Prezydent Nawrocki ma wziąć udział w szczycie NATO w Turcji w przyszłym tygodniu, gdzie sekretarz generalny Mark Rutte powiedział, że przywódcy zademonstrują zwiększone wydatki europejskie na obronność w odpowiedzi na apele prezydenta USA Donalda Trumpa.
Szerszy alarm regionalny
Państwa bałtyckie również potwierdziły ostrzeżenia. Łotewskie media podały w czerwcu, że służby wywiadowcze ostrzegały przed prowokacjami militarnymi w regionie lub w Polsce, a ambasador Litwy przy NATO powiedział w czwartek, że Rosja prawdopodobnie ucieknie się do wojny hybrydowej, a nie konwencjonalnego ataku. Polski portal Onet ocenił, że prowokacja wobec Polski, kluczowego węzła logistycznego zachodniej pomocy dla Ukrainy, byłaby dla Moskwy strategicznie korzystniejsza niż działanie przeciwko mniejszym państwom bałtyckim. Rosja obecnie nie dysponuje siłami do pełnoskalowej wojny, ale ograniczony incydent mógłby zaostrzyć napięcia bez wywoływania pełnego konfliktu.
Perspektywa analityka
Brytyjski analityk bezpieczeństwa Tony Lawrence z Międzynarodowego Centrum Obrony i Bezpieczeństwa w Tallinie ostrzegł, że takie ostrzeżenia nie są niczym niezwykłym.
Z pewnością istnieje możliwość hybrydowego ataku, ale to nic nowego. A kraje na wschodniej flance NATO są dość odporne na tego rodzaju działania i aktywności. Jednak nigdy nie jest łatwo ocenić, co należy o tych sprawach myśleć.
Zauważył, że nawet jeśli Rosja przeprowadzi prowokację, niekoniecznie będzie to klasyczna wojna.


