
Wypowiedź wysłannika rządu Tuska o ofiarach wojny podczas obchodów rzezi wołyńskiej wywołuje burzę polityczną
Chargé d'affaires Piotr Łukasiewicz wywołał oburzenie, wspominając o przemocy przedwojennego państwa polskiego obok ludobójstwa wołyńskiego; minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski bronił go, nazywając krytyków nacjonalistycznymi sekciarzami.
Uroczystość
11 lipca 2026 r. polscy i ukraińscy urzędnicy zebrali się w Ołyce w obwodzie wołyńskim, aby uczcić 83. rocznicę rzezi wołyńskiej, skoordynowanej akcji Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), w której zginęło około 100 000 Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. W delegacji znaleźli się wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oraz polski chargé d'affaires na Ukrainie, pułkownik Piotr Łukasiewicz. Uroczystość przypadła w Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej, skupiony wokół tzw. Krwawej Niedzieli 11 lipca 1943 r.
Kontrowersyjne przemówienie
Podczas swojego wystąpienia Łukasiewicz oddał hołd polskim ofiarom, ale kontynuował fragmentem, który zdominował weekendowy cykl informacyjny.
Kłaniając się polskim ofiarom ukraińskiej przemocy na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy ze strony państwa polskiego na terytoriach byłej II Rzeczypospolitej przed wojną i w jej trakcie. Wszystko, co wydarzyło się podczas II wojny światowej, było straszne i niepotrzebne. Nie tworzę jednak symetrii ani nie zrównuję liczby i jakości cierpienia. Mówię po prostu, że pamiętamy i musimy pamiętać o przeszłości, i o tym, co w tej przeszłości było haniebne.
Krytycy argumentowali, że struktura retoryczna, niezależnie od zastrzeżenia, stworzyła wrażenie moralnej równoważności między ludobójstwem a rozproszonymi nadużyciami przedwojennego państwa polskiego.
Reakcje urzędników i komentatorów
Były ambasador Polski w Izraelu i USA Marek Magierowski nazwał wypowiedź niekompetentną i porażką instynktu dyplomatycznego, stwierdzając, że takich porównań mogą dokonywać historycy lub dziennikarze, ale nie najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej na Ukrainie w okresie wzmożonych napięć dwustronnych. Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta, powiedział, że epizod obnażył problemy z korpusem szefów misji wysyłanych przez obecne kierownictwo MSZ, dodając, że konstytucja przyznaje prezydentowi ostatnie słowo w takich nominacjach i że wcześniejsze odmowy prezydenta nie powinny już nikogo dziwić.
Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris, napisał na X, że są tylko dwie interpretacje: albo dyplomata działał wbrew polityce rządu i powinien ponieść konsekwencje, albo realizował linię MSZ i pozostanie. Historyk Krzysztof Kloc argumentował, że jakikolwiek konstrukt myślowy łączący przedwojenną politykę Polski wobec mniejszości ukraińskiej z ludobójstwem wołyńskim świadczy źle o stanie psychicznym mówcy.
Interwencja Sikorskiego
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nie przeprosił ani nie zdystansował się od MSZ. Zamiast tego zaproponował trzecią interpretację i zaatakował krytyków dyplomaty.
Jest trzecia opcja, a mianowicie, że pułkownik Łukasiewicz, który ryzykował życie dla ojczyzny pod rosyjskimi bombami, mówił w chrześcijańskim duchu „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Bo w obliczu wspólnego zagrożenia pracuje na rzecz pojednania. A jacyś nacjonalistyczni sekciarze nastawiają bratnie narody przeciwko sobie, służąc zupełnie innym interesom.
Sformułowanie ministra, szczególnie termin „nacjonalistyczni sekciarze”, zaostrzyło spór. Przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak odniósł się do braku reakcji ministra obrony narodowej Kosiniaka-Kamysza, który był fizycznie obecny, ale nie sprzeciwił się publicznie słowom Łukasiewicza.
Polacy mają prawo wiedzieć: czy rząd reprezentuje dziś takie stanowisko? Oczekuję jednoznacznej odpowiedzi i adekwatnej reakcji ze strony ministra obrony narodowej. Pamięć ofiar ludobójstwa nie może być relatywizowana.
Konsekwencje polityczne
Do 12 lipca kancelaria premiera nie wydała oświadczenia. Epizod ujawnił tarcia między Pałacem Prezydenckim a MSZ w sprawie nominacji ambasadorskich, ożywił pytania o stanowisko rządu wobec narracji historycznej Kijowa i postawił ministra obrony narodowej Kosiniaka-Kamysza, potencjalnego kandydata na prezydenta, w centrum zamieszania. Kontrowersje pokazały również, jak zbliżająca się 83. rocznica Krwawej Niedzieli wciąż wystawia na próbę zdolność Warszawy do pogodzenia odpowiedzialności historycznej z sojuszem wojennym przeciwko Rosji.

