
NASA i Katalyst rozpoczynają misję robotyczną ratującą starzejące się obserwatorium Swift przed wejściem w atmosferę
Robot wielkości lodówki o nazwie LINK leci, aby przechwycić ważące 1,6 tony Obserwatorium Neila Gehrelsa Swifta i odholować je na bezpieczniejszą orbitę, zapobiegając jego zniszczeniu w atmosferze jeszcze w tym roku.
Start po opóźnieniach
Zmodyfikowany odrzutowiec Lockheed TriStar zrzucił rakietę Pegasus XL nad Oceanem Spokojnym o godzinie 1:36 czasu pacyficznego w piątek, wysyłając statek ratowniczy LINK na orbitę. Start powietrzny z atolu Kwajalein na Wyspach Marshalla nastąpił po trzech kolejnych przełożeniach w tym tygodniu (dwóch z powodu pogody, jednego z powodu problemu technicznego z rakietą). Firma Katalyst Space Technologies zbudowała LINK w ramach 30-milionowego kontraktu z NASA w dziewięciomiesięcznym harmonogramie.
- Obserwatorium Swift
- 500 mln USD
- Misja ratunkowa LINK
- 30 mln USD
Cierpiące obserwatorium
Swift bada rozbłyski gamma, odległe galaktyki i czarne dziury od 2004 roku, znacznie przekraczając swoją dwuletnią żywotność projektową. Teleskop nie posiada własnych silników, a aktywność słoneczna od końca 2024 roku ogrzewa i rozszerza ziemską atmosferę, zwiększając opór i przyspieszając zanik orbity. NASA podaje, że bez interwencji istnieje 90% prawdopodobieństwo, że Swift spadłby z orbity i spłonął jeszcze w tym roku.
Pokazując, że możemy szybko i opłacalnie przedłużyć żywotność Swifta, tworzymy plan działania dla serwisowania statków kosmicznych, które nigdy nie były projektowane z myślą o obsłudze na orbicie.
Sekwencja ratunkowa
Po oddzieleniu kontrolerzy będą sprawdzać panele słoneczne i systemy LINK przez jeden do dwóch tygodni. Następnie statek będzie podróżował przez około miesiąc, aby dotrzeć w pobliże Swifta, zbliżając się na około 6 mil (9,6 km) do końca lipca. Tydzień precyzyjnych manewrów przybliży go na tyle, że trzy ramiona robotyczne, każde zakończone chwytakami przypominającymi dłonie, będą mogły zaczepić się o obserwatorium. Po połączeniu LINK spędzi 60 dni na podnoszeniu Swifta na wysokość 373 mil (600 km), mniej więcej dwukrotność wysokości, na jaką spadnie do tego czasu. Swift, obecnie w trybie oszczędzania energii, mógłby wznowić działalność naukową już jesienią i pracować przez kolejną dekadę, według prognoz NASA.
Zakład na serwisowanie na orbicie
Katalyst Space Technologies z siedzibą w Flagstaff w Arizonie chce udowodnić, że ratowanie i naprawa satelitów może być opłacalnym biznesem. Dyrektor generalny firmy powiedział agencji Reuters, że przyszłe statki kosmiczne mogłyby kosztować od kilku do kilkunastu milionów dolarów. Misja ma również znaczenie geopolityczne: technologia orbitalnego chwytania ma wspólne podstawy z metodami, które potęgi kosmiczne, takie jak Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja, mogłyby wykorzystać do unieszkodliwiania satelitów rywali.
Jesteśmy bardzo wdzięczni, że mamy szansę przynajmniej spróbować.


