
Brazylia odmawia wiz urzędnikom Departamentu Stanu USA, powołując się na ryzyko manipulacji politycznej przed październikowymi wyborami
Rząd Brazylii odmówił wjazdu zastępcom sekretarza Rileyowi M. Barnesowi oraz Samuelowi Samsonowi, którzy mieli w dniach 27–30 lipca omawiać w Brasílii kwestie uczciwości wyborczej. Urzędnicy w Brasílii przekazali agencji Reuters, że wizyta była próbą podważenia krajowego systemu głosowania elektronicznego.
Odmowa wizowa
Brazylijskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odmówiło w piątek wydania wiz dwóm urzędnikom Departamentu Stanu USA: zastępcy sekretarza Rileyowi M. Barnesowi z Biura ds. Demokracji, Praw Człowieka i Pracy oraz zastępcy sekretarza Samuelowi Samsonowi. Jak podaje AFP, Stany Zjednoczone złożyły wnioski wizowe 20 lipca. Planowana na 27–30 lipca wizyta miała obejmować spotkania z przedstawicielami rządu, przywódcami religijnymi oraz organizacjami społeczeństwa obywatelskiego w sprawie "uczciwości wyborczej, wolności religijnej i wolności słowa" – poinformował rzecznik Departamentu Stanu. Władze Brazylii uzasadniły odmowę "ryzykiem manipulacji politycznej" i powiązały wnioski wizowe z wtorkowym spotkaniem kandydata na prezydenta Flavio Bolsonaro, podczas którego kwestionował on wiarygodność brazylijskiego systemu głosowania elektronicznego.
Napięte tło wyborcze
Odmowa wizowa następuje w środku spolaryzowanej kampanii prezydenckiej. Lewicowy urzędujący prezydent Luiz Inácio Lula da Silva, ubiegający się o reelekcję, mierzy się z senatorem Flavio Bolsonaro, synem byłego prezydenta Jaira Bolsonaro (2019–2022). Starszy z Bolsonaro został skazany w 2025 r. za udział w spisku mającym na celu przeprowadzenie zamachu stanu po przegranych wyborach z Lulą. Flavio Bolsonaro cieszy się poparciem obozu Trumpa. Sondaż opublikowany w piątek wykazał, że Lula prowadzi w hipotetycznej drugiej turze wyborów z wynikiem 48% wobec 43% dla Flavio Bolsonaro. Pierwsza tura zaplanowana jest na 4 października 2026 r., przy czym formalne wyłonienie kandydatów nastąpi na przełomie lipca i sierpnia, a oficjalna kampania rozpocznie się 16 sierpnia.
- USA składają wnioski wizowe dla Barnesa i Samsona.
- Flavio Bolsonaro spotyka się z zagranicznymi dyplomatami, kwestionuje system głosowania elektronicznego.
- Brazylia odmawia wydania wiz; "Washington Post" i Reuters informują o sprawie.
- Pierwotna data rozpoczęcia planowanej wizyty USA.
- Rozpoczęcie oficjalnego okresu kampanii prezydenckiej.
- Pierwsza tura wyborów prezydenckich w Brazylii.
Brazylijscy urzędnicy wskazują na ingerencję
Anonimowi brazylijscy urzędnicy przekazali agencji Reuters, że postrzegają planowaną amerykańską misję jako próbę wpłynięcia na październikowe głosowanie. Ich ocena wskazuje, że przedstawiciele USA zamierzali podważyć uczciwość krajowego systemu wyborczego. Informację tę jako pierwszy podał "The Washington Post", a później potwierdziła agencja Reuters. Brazylijski system głosowania elektronicznego jest stałym celem krytyki środowisk konserwatywnych, co Flavio Bolsonaro ponownie podniósł podczas spotkania z zagranicznymi dyplomatami na początku tygodnia.
Napięcia na linii USA–Brazylia
Spór wizowy otwiera kolejny front w pogarszających się relacjach między administracją Trumpa a rządem Luli. W lipcu Waszyngton nałożył cła na brazylijskie towary, oskarżając Brazylię o nieuczciwe praktyki handlowe. Lula nazwał Flavio Bolsonaro "zdrajcą narodu", twierdząc, że zachęcał on USA do nałożenia tych ceł. Od czasu powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu w styczniu 2025 r. grupy konserwatywne zdobyły lub utrzymały władzę w kilku krajach Ameryki Łacińskiej (Peru, Chile, Kolumbia, Honduras), pozostawiając jedynie Meksyk, Urugwaj, Gwatemalę i Brazylię pod rządami demokratycznie wybranych lewicowych prezydentów. Polityka administracji Trumpa wobec regionu opiera się na doktrynie Monroe i jej późniejszym uzupełnieniu o "wielki kij", traktując półkulę zachodnią jako wyłączną strefę wpływów USA i otwarcie popierając preferowanych kandydatów.
- Luiz Inácio Lula da Silva
- 48 %
- Flavio Bolsonaro
- 43 %
Szerszy spór handlowy
Niezależnie od tego Trump w ostatnich dniach zagroził nowymi wysokimi cłami wobec Meksyku, co wywołało ognisko pasożytów powiązane z szatkowaną sałatą lodową od meksykańskiego dostawcy. Ostrzegł również Unię Europejską przed "bardzo wysoką ceną" za nałożoną na Google karę antymonopolową w wysokości 890 mln euro, zapowiadając nowe dochodzenie celne i obiecując, że "znaczące cło" zostanie nałożone na Europejczyków tak szybko, jak to możliwe.

