
Trump uderza w sojuszników, a potem ich chwali – burzliwy szczyt NATO w Ankarze
Prezydent Trump na przemian beształ sojuszników za brak wsparcia w wojnie z Iranem i chwalił ich za zwiększone wydatki na obronność, pozostawiając przywódców NATO przyzwyczajonych do jego dyplomacji bata.
Opowieść o dwóch szczytach
Zachowanie prezydenta Trumpa podczas dwudniowego spotkania NATO w tureckiej Ankarze gwałtownie zmieniało się między wrogością a czułością. Po przybyciu we wtorek uderzył w Wielką Brytanię, Niemcy, Francję i Włochy za brak wsparcia dla amerykańskiej wojny z Iranem. W środę wieczorem chwalił tych samych przywódców za zwiększenie wydatków wojskowych, a zamknięte posiedzenie opisał jako pełne „miłości”. To bicie stało się już znajomą rutyną dla sojuszników, którzy nauczyli się wyłudzać od Trumpa bardziej przyjazną postawę pochlebstwami.
To było całkiem szalone.
- Trump przybywa, atakuje Wielką Brytanię, Niemcy, Francję, Włochy za brak wsparcia w wojnie z Iranem.
- Trump grozi wstrzymaniem handlu z Hiszpanią, nazywa Hiszpanów „beznadziejnymi, złymi ludźmi”.
- Trump podczas spotkania nakazuje nowe naloty na Iran.
- Trump chwali sojuszników za zwiększone wydatki na obronność, opisuje spotkanie jako pełne „miłości”.
- Szczyt kończy się jednostronicową deklaracją, bez większych ogłoszeń politycznych.
Groźby i obelgi
W środę rano Trump zaostrzył retorykę, grożąc całkowitym wstrzymaniem handlu z Hiszpanią za blokowanie wysiłków wojennych i niewystarczające wydatki na obronność. Nazwał Hiszpanów „beznadziejnymi, złymi ludźmi”, według POLITICO. Powtórzył też swoje twierdzenie, że Grenlandia powinna być częścią Stanów Zjednoczonych, mówiąc, że jest „bardzo ważna” dla Ameryki, ale nie dla Danii. Prezydent zganił Wielką Brytanię, Francję, Niemcy i Belgię za brak pomocy podczas konfliktu z Iranem, a w trakcie spotkania nakazał nowe naloty na Iran, podał The New York Times.
Pochlebstwa i 'miłość'
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte starał się uspokoić Trumpa, chwaląc jego uderzenia na Iran i przypisując mu przekształcenie sojuszu poprzez naciskanie na Europę, by więcej wydawała na obronność. „Zgarnij zwycięstwo. Ono tam jest. Dokonałeś tego” – powiedział Rutte Trumpowi. Pod koniec szczytu Trump przyjął pochwały, mówiąc dziennikarzom, że europejscy przywódcy prywatnie mówili mu: „Panie, kochamy pana”. Zastanawiał się: „Może robią to, żeby mnie nakłonić. I w pewnym sensie im się udało”.
Zgarnij zwycięstwo. Ono tam jest. Dokonałeś tego.
Powiedzieli: „Panie, kochamy pana”. To dorośli ludzie to mówią. Czy to nie miłe?
Cichy postęp sojuszu
Pod fajerwerkami Trumpa sojusz przeprowadził bardziej tradycyjny szczyt, skupiając się na wydatkach wojskowych, współpracy przemysłowej transatlantyckiej i dalszym wsparciu dla Ukrainy w jej wojnie z Rosją. Końcowy komunikat, jednostronicowa deklaracja licząca sześć akapitów, został powszechnie odrzucony jako szablonowy, ale potwierdzał obronę zbiorową i wsparcie dla Ukrainy. Europejscy przywódcy w dużej mierze zignorowali obelgi Trumpa, traktując je jako znajome i nie poparte konkretnymi groźbami wycofania wojsk czy opuszczenia sojuszu. Szczyt przyniósł też postęp w planach, by Europa przejęła główną odpowiedzialność za konwencjonalną obronę, co pozwoli Waszyngtonowi skupić się na Chinach – zgodnie z żądaniami Trumpa.
To naprawdę opowieść o dwóch szczytach. Mamy wszystkie istniejące wcześniej obawy dotyczące agendy Trumpa, niektóre widoczne wczoraj, gdy wymieniał swoje pretensje. A potem jest bardziej tradycyjny szczyt z ustalonym programem, który w dużej mierze dotyczy pieniędzy i tego, jak je wydać.
Zamieciony pod dywan rozdźwięk
Dyplomaci przyznali, że drażliwe kwestie, w tym kontrola nad Grenlandią, zostały w dużej mierze zamieciona pod dywan. Wielu przywódców NATO kwestionuje teraz wartość corocznych szczytów, praktyki zapoczątkowanej przez byłego sekretarza generalnego Jensa Stoltenberga. Mark Rutte naginał się, by zapewnić sprawne przeprowadzenie spotkania w Ankarze, dwukrotnie podróżując do Waszyngtonu, by przekonać Trumpa do wartości NATO, i broniąc jego polityki wojennej wobec Iranu wbrew opiniom niemal wszystkich innych członków. Dobre relacje Trumpa z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem pomogły utrzymać stosunkowo spokojną atmosferę – zgodnie z analitykami.
Powtarzające się obelgi i puste groźby Trumpa tracą na znaczeniu. Gdyby powiedział, że wycofujemy 40 000 żołnierzy z Europy – coś konkretnego – to naprawdę by wstrząsnęło.


