
Protest przeciwko obecności Matteo Salviniego na koncercie ku czci Fabrizia De André na Sardynii
Podczas koncertu Diodato w L'Agnata na Sardynii 9 sierpnia 2026 roku jedna z widzek przerwała występ, protestując przeciwko obecności wicepremiera Matteo Salviniego. Wdowa po artyście, Dori Ghezzi, broniła idei dialogu, natomiast wnuczka muzyka, Alice De André, stwierdziła, że jej dziadek wyprosiłby polityka z koncertu.
Incydent w L'Agnata
Wieczorem 9 sierpnia 2026 roku piosenkarz Diodato wystąpił z koncertem poświęconym twórczości Fabrizia De André w L'Agnata na Sardynii. Miejsce to, będące dawną rezydencją zmarłego artysty w Tempio Pausania, funkcjonuje obecnie jako ośrodek zarządzany przez jego wdowę, Dori Ghezzi. Wydarzenie odbyło się w ramach festiwalu Time in Jazz pod dyrekcją trębacza Paolo Fresu, we współpracy z fundacją Fondazione De André. Wśród publiczności zasiadł wicepremier i lider Ligi Matteo Salvini, który spędzał wakacje w regionie Gallura i zajął miejsce w pierwszym rzędzie obok Ghezzi.
Podczas występu młoda kobieta wstała i przerwała koncert. Pochwaliła talent Diodato, jednak oświadczyła, że nie może pozostać na miejscu ze względu na obecność Salviniego. Nazwała go „jednostką” i zwróciła się do Ghezzi, wyrażając oburzenie z powodu zaproszenia polityka. Publiczność zareagowała mieszanką buczenia, okrzyków „siadaj”, „pozwólcie jej mówić” oraz „wyjdź”, a także oklaskami. Kobieta opuściła koncert. Scenę udokumentował w mediach społecznościowych obecny na miejscu były senator Ruchu Pięciu Gwiazd, Roberto Cotti.
Dori Ghezzi zabiera głos
Wdowa po De André weszła na scenę, by odpowiedzieć na zarzuty. Podkreśliła swoje lewicowe poglądy, jednak zaznaczyła konieczność prowadzenia dialogu.
Nie zgadzam się z tobą. Zawsze byłam po lewej stronie. Ale trzeba tworzyć dialog, w przeciwnym razie przestaniemy być demokratycznym krajem, w którym możemy głosować. To wszystko jest błędne. Porozmawiajmy o tym, jeśli chcesz.
Jej słowa spotkały się z oklaskami publiczności, w tym samego Salviniego. Diodato również zwrócił się do zgromadzonych przed kontynuowaniem repertuaru.
Wiele razy mówiłem, że jestem o lata świetlne od pewnych poglądów politycznych i postaw. Szczerze nie uważam, że przerywanie koncertu jest właściwe, ale chcę powiedzieć jedno tym, którzy zdecydowali się wyjść: nie jestem właścicielem tego domu i nie odważyłbym się nikogo wyrzucać. Miejmy jednak nadzieję, że muzyka De André nieco bardziej oświeci naszą klasę polityczną.
Odpowiedź Salviniego
Salvini odniósł się do incydentu w mediach społecznościowych, broniąc swojego prawa do uczestnictwa w koncercie. Zapewnił, że słucha muzyki De André od czasów licealnych i wielokrotnie widział go na żywo. Przypomniał, że w 2003 roku jako radny Mediolanu wspierał przyznanie nagrody Ambrogino d'oro dla pamięci artysty, a podczas wizyt w Genui odwiedza jego grób na cmentarzu Staglieno.
Czy naprawdę doszliśmy do momentu, w którym ktoś decyduje, kto może słuchać De André, a kto nie? Kto może zostać na koncercie, a kto musi wyjść? Jestem przyzwyczajony do protestów i obelg, to się zdarza, bez dramatu. Ta dziewczyna miała prawo protestować, tak jak ja mam prawo jej odpowiedzieć. Tak to działa, to się nazywa demokracja. Ale nikt, powtarzam NIKT, nie może decydować, jakich piosenkarzy mogę słuchać, jakie książki mogę czytać czy jakie filmy oglądać.
Kontratak Alice De André
Kilka godzin później wnuczka artysty, Alice De André, aktorka i komiczka, opublikowała w mediach społecznościowych wpis, który całkowicie odbiegał od pojednawczego tonu Ghezzi. Zakwestionowała, czy Salvini w ogóle zrozumiał teksty jej dziadka.
Nie wiem dokładnie, co Salvini zdołał zrozumieć z tekstów mojego dziadka. Może muzykę? Może „la la la”? Bo jeśli chodzi o teksty, ewidentnie mieliśmy problem ze zrozumieniem. Powiedzieć, że ich myśli, wartości i wizja społeczeństwa są diametralnie sprzeczne, to eufemizm.
Alice De André stanęła w obronie protestującej kobiety i podsumowała, jak jej dziadek zareagowałby na zaistniałą sytuację.
Mój dziadek w obliczu tej sceny przerwałby koncert i prawdopodobnie zapytałby Salviniego, co do cholery on tam robi.
Wyraziła również obawę, że De André stał się „narodowym obrazkiem świętego”, celebrowanym przez wszystkich, o ile nikt nie odważy się przypomnieć, co naprawdę głosiły jego słowa.


