
Kelemen Hunor nazywa poparcie dla gabinetu Tomaca „politycznym masochizmem”, gdy rozmowy o rządzie w Rumunii utknęły w martwym punkcie
Przewodniczący UDMR Kelemen Hunor powiedział we wtorek wieczorem, że głosowanie za proponowanym rządem technokratycznym desygnowanego premiera Eugena Tomaca byłoby „politycznym masochizmem”, pogłębiając niepewność co do przyszłej egzekutywy Rumunii.
Brak argumentów za poparciem
Przewodniczący UDMR Kelemen Hunor oświadczył we wtorek wieczorem, że jego partia nie podjęła jeszcze formalnej decyzji w sprawie poparcia gabinetu Eugena Tomaca, ale na razie nie ma argumentów, by to zrobić. Mówiąc w TVR Info, Hunor stwierdził, że Tomac nie ma na tym etapie programu rządowego i nie wydaje się dążyć do czegoś bardzo ambitnego.
Nie mamy argumentów, by poprzeć ten rząd, ale nie podjęliśmy jeszcze formalnej decyzji. Pan Tomac nie ma na razie programu rządowego i uważa, że nie powinien proponować niczego bardzo ambitnego.
Hunor określił sytuację jako nadzwyczajną: rząd technokratyczny kierowany przez polityka, bez większości parlamentarnej. Powiedział, że bez większości w momencie głosowania nawet najbardziej wyrafinowane plany są bezużyteczne.
„Polityczny masochizm”
Lider UDMR użył ostrych słów, aby wyjaśnić, dlaczego jego partia nie może poprzeć proponowanego gabinetu. Zauważył, że poprzedni rząd, w którym uczestniczył UDMR, został obalony wotum nieufności, a głosowanie za nowym rządem wraz z tymi, którzy zainicjowali to wotum, nie ma politycznego sensu.
To byłoby polityczne masochizm głosować za rządem, w którym nie uczestniczę, po tym jak rząd, w którym uczestniczyłem, został obalony, i głosować za nim z tymi, którzy ten rząd obalili.
Hunor obiecał jedynie, że UDMR nie zagłosuje przeciwko rządowi, ale nie mógł obiecać głosowania za. Powiedział, że ponownie porozmawia z Tomakiem po przedstawieniu programu rządowego.
Technokraci a demokracja parlamentarna
Hunor skrytykował koncepcję polityka kierującego gabinetem technokratycznym, nazywając to próbą ominięcia parlamentu i rządzenia bez niego. Argumentował, że w demokracji parlamentarnej rząd potrzebuje poparcia parlamentu.
Z naszego punktu widzenia to próba uniknięcia parlamentu, rządzenia bez parlamentu. To oznacza zawieszenie demokracji parlamentarnej w nawiasie. Co nie jest w porządku.
Dodał, że technokratyczny premier z politycznym rządem lub całkowicie technokratyczny układ byłby innym podejściem. W obecnej sytuacji, jak powiedział Hunor, Tomac musiałby szukać w parlamencie z latarką głosów za każdą ustawą i rozporządzeniem z mocą ustawy.
Samotny człowiek szukający większości
Hunor podzielił się swoim osobistym wrażeniem na temat desygnowanego premiera po ich spotkaniu. Opisał Tomaca jako samotną postać próbującą znaleźć poparcie dla rządu technokratycznego.
Miałem wrażenie, że to samotny człowiek, szukający większości dla rządu technokratycznego. Poważnie, tak mi się wydawało: samotny człowiek, który chodzi i próbuje znaleźć poparcie dla rządu.
Hunor zauważył również, że widział częściową listę gabinetu z nieobsadzonymi stanowiskami, co sugeruje, że w rządzie znaleźliby się ludzie bez doświadczenia politycznego. Powiedział, że nie rozumie kryteriów doboru.
Droga naprzód
Hunor wyraził preferencję dla rządu politycznego, najlepiej utworzonego przez partie wchodzące w skład byłej koalicji rządzącej, do końca czerwca. Powiedział, że partie, które prosiły obywateli o głosy, wzięły na siebie odpowiedzialność za rządzenie i teraz powinny jej sprostać.
Proces wyborczy nie może zostać przeniesiony gdzie indziej. Potrzebujemy rządu politycznego. Z kim? Jak? Jakimi głosami? Nie wiem. To trzeba przedyskutować.
Zasugerował, że rząd mniejszościowy mógłby działać, gdyby był poparty przejrzystą, pisemną umową parlamentarną w konkretnych kwestiach politycznych. Hunor nalegał również, aby każdy poseł głosujący za gabinetem Tomaca zobowiązał się na piśmie do poparcia jego późniejszych projektów ustawodawczych, ostrzegając, że głosowanie, po którym następuje natychmiastowe przejście do opozycji, nie jest rozwiązaniem.


