
WHO twierdzi, że epidemia Eboli w DRK jest od dwóch do czterech razy większa niż oficjalne dane; rozpoczęto pierwsze badanie przeciwwirusowe
Osiemdziesiąt procent nowych przypadków pochodzi z nieśledzonych ognisk w społecznościach, podaje WHO, podczas gdy oficjalne dane mówią o ponad 2000 potwierdzonych zakażeniach i 754 zgonach w pięciu prowincjach Konga i sąsiedniej Ugandzie.
Prawdziwa skala epidemii
Dwa miesiące po ogłoszeniu przez Demokratyczną Republikę Konga 17. epidemii Eboli, Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegła, że oficjalne dane zaniżają skalę kryzysu od dwóch do czterech razy. Władze kongijskie podały 2011 potwierdzonych przypadków i 754 zgony na dzień 15 lipca, ale dyrektor WHO ds. sytuacji nadzwyczajnych, Chikwe Ihekweazu, powiedział dziennikarzom w Genewie, że modelowanie sugeruje, iż prawdziwy zakres jest znacznie większy. „Epidemia jest co najmniej od dwóch do czterech razy większa niż liczba wykrytych przypadków” – powiedział. Ostatni oficjalny raport sytuacyjny, datowany na 12 lipca i opublikowany 14 lipca, wymieniał 1963 przypadki i 719 zgonów. Gwałtowna korekta w górę następnego dnia wskazuje na pogarszającą się trajektorię.
To już trzecia co do wielkości epidemia Eboli w historii; odnotowaliśmy najszybszy wzrost w ciągu jednego miesiąca od początku epidemii i spośród wszystkich, które kontrolowaliśmy.
Transmisja wyprzedza reakcję
Najbardziej niepokojące odkrycie – powiedział Ihekweazu po powrocie ze strefy epidemii – polega na tym, że 80% nowo zgłoszonych przypadków znajduje się poza oficjalnymi listami kontaktów: pochodzą z nieznanych łańcuchów transmisji. Wielu zmarłych nigdy nie trafiło do placówki medycznej. Osoby, które umierają w swoich społecznościach, nie mogą zostać odizolowane, poddane leczeniu ani szybko objęte badaniem kontaktów, co zwiększa ryzyko dalszego rozprzestrzeniania się choroby. Epidemię ogłoszono 15 maja w prowincji Ituri, ale eksperci uważają, że wirus krążył co najmniej od kwietnia. Przypadki potwierdzono już w pięciu prowincjach DRK i sąsiedniej Ugandzie, choć ponad 90% nadal koncentruje się w Ituri.
Na dzień dzisiejszy 80% nowych przypadków znajduje się poza naszymi listami kontaktów, więc pochodzą do nas z nieznanych łańcuchów transmisji.
WHO odnotowało, że skuteczność badania kontaktów, choć wciąż poniżej 90% celu niezbędnego do opanowania epidemii, poprawiła się do 80% w ostatnich tygodniach. Zdolność leczenia w Bunii wzrosła do prawie 800 łóżek, a zdolność laboratoriów rozszerzyła się z jednej do 14 placówek.
- Ogłoszono epidemię Eboli w prowincji Ituri w DRK po kilku zgonach
- Oficjalny raport SITREP podaje 1963 przypadki i 719 zgonów
- WHO informuje prasę: epidemia może być 2-4 razy większa niż oficjalne dane; 80% nowych przypadków z nieznanych łańcuchów transmisji
- Rozpoczyna się pierwsze badanie kliniczne (EBO-PEP) leku przeciwwirusowego obeldesivir w Bunii w Ituri
- Pracownicy służby zdrowia w ośrodku leczenia w Bunii strajkują w sprawie niewypłaconych pensji, zgadzają się wrócić w ciągu 72 godzin
- Rząd DRK podaje 2011 potwierdzonych przypadków i 754 zgony
Pierwsze badanie przeciwwirusowe oferuje potencjalny punkt zwrotny
14 lipca WHO ogłosiła rozpoczęcie EBO-PEP, pierwszego badania klinicznego mającego na celu ocenę profilaktyki poekspozycyjnej z użyciem doustnego leku przeciwwirusowego obeldesivir u pacjentów narażonych na wariant Bundibugyo. Badanie rozpoczęło rekrutację pierwszych uczestników tego samego dnia w Bunii i ma na celu włączenie prawie 1000 bezobjawowych osób, które miały kontakt z potwierdzonymi przypadkami. Eksperymentalny lek, opracowany przez amerykańską firmę farmaceutyczną Gilead Sciences, wykazał skuteczność przedkliniczną przeciwko filowirusom. Obecnie nie ma zatwierdzonej szczepionki ani specyficznego leczenia na szczep Bundibugyo.
Każde odkrycie zaczyna się od nadziei.
Dyrektor Generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus powiedział, że jeśli lek przeciwwirusowy okaże się skuteczny u osób z grupy wysokiego ryzyka po ekspozycji, może to oznaczać znaczący postęp w zapobieganiu rozwojowi choroby wśród kontaktów. Tedros ma odwiedzić DRK, w tym epicentrum w Ituri, przed końcem tygodnia.
Pracownicy służby zdrowia na granicy wytrzymałości
Reakcję dodatkowo skomplikowały niepokoje pracownicze. 14 lipca kilkudziesięciu pracowników opieki zdrowotnej w ośrodku leczenia Eboli w północno-wschodnim Kongo rozpoczęło strajk z powodu niewypłaconych pensji i premii. Zgodzili się wznowić pracę następnego dnia tylko pod warunkiem, że rząd zapłaci im w ciągu 72 godzin. Pracownicy ostrzegli, że nawet jeden dzień strajku już wyrządził szkody, ponieważ pacjenci nie mieli dostępu do ośrodka.
Obarczamy rząd wyłączną odpowiedzialnością za jakąkolwiek utratę życia, jeśli ośrodek zostanie zamknięty po tym ultimatum.
Napięta międzynarodowa reakcja
Lekarze bez Granic (Médecins Sans Frontières) wezwali 15 lipca do pilnego wzmocnienia międzynarodowej reakcji medycznej, argumentując, że obecnie rozmieszczone zasoby pozostają niewystarczające w obliczu tempa epidemii. Organizacja zauważyła, że epidemia, wywołana przez rzadki wariant Bundibugyo, stała się trzecią co do wielkości odnotowaną w DRK i najszybciej rosnącą w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. Lukę finansową, ataki na placówki medyczne, trwającą przemoc grup zbrojnych we wschodnim Kongu oraz nieufność społeczności – wszystko to utrudniało działania mające na celu powstrzymanie choroby. WHO nadal opisuje reakcję, która się poprawia, ale jeszcze nie dogoniła wirusa.

