
19-latek oskarżony o usiłowanie zabójstwa czterech osób w ataku nożem w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju
Damian B., 19 lat, wszedł na oddział szpitalny w Jastrzębiu-Zdroju w czwartek wieczorem, potrząsnął klamkami, a następnie dźgnął nożem kuchennym o długości 15 cm lekarza, pielęgniarkę i dwóch pacjentów. Obezwładniony przez rannego lekarza, obecnie stoi w obliczu zarzutu usiłowania zabójstwa i kary dożywotniego pozbawienia wolności.
Atak
19-letni mężczyzna wszedł do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Jastrzębiu-Zdroju po godzinie 18:00 w czwartek 26 czerwca. Udał się na drugie piętro na oddział gastrologiczno-internistyczny, próbował klamki kilku pomieszczeń, a chwilę później wyciągnął 15-centymetrowy nóż kuchenny, atakując pierwsze napotkane osoby.
- Damian B. wchodzi do szpitala, udaje się na oddział gastrologiczny i zaczyna próbować klamek
- Wyciąga 15-cm nóż i dźga dwóch pacjentów, pielęgniarkę i lekarza
- Ranny lekarz rozbraja go i obezwładnia do przyjazdu policji
- Prokuratura stawia mu zarzut usiłowania zabójstwa czterech osób i składa wniosek o areszt
Napastnik, zidentyfikowany przez prokuraturę jako Damian B., jest lokalnym mieszkańcem bez wcześniejszej kartoteki karnej. Wstępne testy wykazały, że nie był pijany, ale był pod wpływem narkotyków; badania krwi potwierdzą to ustalenie.
Kto został ranny
Dwie pacjentki, pielęgniarka i lekarz – kierownik oddziału chirurgii ogólnej i onkologicznej, Artur Ploch – zostali dźgnięci nożem. Trzy ofiary doznały ran kłutych klatki piersiowej, a jedna pacjentka odniosła również obrażenia szyi i przeszła operację. Ranna pielęgniarka, która miała ranę ręki, wróciła już do domu. Wszyscy pozostali byli w stanie stabilnym do piątkowego popołudnia.
To mogło przydarzyć się każdemu z nas.
Ranny lekarz sam rozbroił napastnika, przygwoździł go i trzymał do przyjazdu policji. Dyrektor szpitala Robert Ostrowski powiedział później, że lekarz „wykazał się bohaterskim czynem”.
Śledztwo i zarzuty
W piątek Damian B. został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Jastrzębiu-Zdroju i postawiono mu zarzut usiłowania zabójstwa czterech osób. Odmówił składania zeznań, nie przyznał się do winy, a przesłuchiwany przez policję twierdził, że nie pamięta zdarzenia.
Nie znał i najprawdopodobniej nigdy wcześniej nie widział ofiar. Były to zupełnie przypadkowe osoby.
Prokurator Jacek Rzeszowski powiedział, że nie ma dowodów, by podejrzany lub którykolwiek z jego krewnych był kiedykolwiek leczony na tym oddziale. Śledczy zabezpieczyli nagrania z monitoringu, przeszukali mieszkanie podejrzanego i przesłuchują świadków. W piątek składano wniosek o tymczasowe aresztowanie. Przestępstwo zagrożone jest karą od ośmiu lat do dożywocia.
Ostrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa
Rok przed atakiem personel szpitala napisał do dyrekcji, ostrzegając o lukach w bezpieczeństwie. Ich list z maja 2025 r. opisywał budynek jako dostępny całą dobę, z bezdomnymi często szukającymi schronienia w toaletach pacjentów i osobami postronnymi mogącymi bez kontroli docierać na oddziały. Personel poprosił o prywatną firmę ochroniarską, argumentując, że czekanie na policję pozostawia pacjentów bez opieki.
W piątek dyrektor medyczny Wojciech Kreis ogłosił zarządzenie zamykania oddziałów, gdzie to możliwe, choć przyznał, że stworzy to inne problemy. Dyrektor Ostrowski powiedział, że przygotowywane są zmiany, w tym szkolenia z samoobrony i ograniczenie dostępu do oddziałów. Wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk, odpowiedzialna za bezpieczeństwo w systemie ochrony zdrowia, odwiedziła szpital po ataku.


