
Pracownicy mediolańskiego transportu wymieniali się zdjęciami spod spódnic pasażerek z kamer monitoringu
26-letnia pasażerka zauważyła pracownika mediolańskiego ATM przeglądającego grupę WhatsApp, na której koledzy udostępniali zdjęcia spod spódnic kobiet z kamer monitoringu wraz z nieprzyzwoitymi komentarzami. ATM wszczął wewnętrzne dochodzenie i złożył zawiadomienie na policji.
Odkrycie w tramwaju nr 15
W sobotę 13 czerwca 26-letnia niezależna producentka, podróżująca pod pseudonimem Valentina, wsiadła do tramwaju nr 15 z Duomo do Rozzano w Mediolanie. Stała za mężczyzną w mundurze ATM, który przeglądał czat grupowy WhatsApp o nazwie „Ticinese Staff”. Valentina zobaczyła powiększone zdjęcie kobiecych pośladków zrobione z kamery monitoringu, z podpisem „È il mio dolce per voi” („To mój słodki kąsek dla was”). Następnie zauważyła, że galeria zdjęć grupy zawierała inne podobne obrazy kobiecych ciał, wszystkie wykonane z pokładowych kamer tramwaju bez zgody.
Pracownik ATM wchodził i wychodził z czatu. Nie mogłam przeczytać wcześniejszych wiadomości, ale w pewnym momencie otworzył galerię zdjęć grupy. Zauważyłam wtedy, że wśród wielu udostępnionych mediów były inne zdjęcia z kamer monitoringu.
Grupa czatowa i jej członkowie
Grupa WhatsApp „Ticinese Staff” liczyła co najmniej siedmiu uczestników, wszystkich mężczyzn, i uważa się, że odnosi się do zajezdni ATM w okolicy Porta Ticinese. Zrzuty ekranu opublikowane przez Valentinę w mediach społecznościowych pokazują strumień czatu z manipulowanymi kadrami z kamer – nogami, twarzami, piersiami i udami – opatrzonymi jawnie nieprzyzwoitymi i poniżającymi komentarzami. Pisarka i aktywistka Carlotta Vagnoli nagłośniła sprawę na Instagramie, nazywając ją „kolejnym czatem, na którym ciała niczego niespodziewających się kobiet są wymieniane i komentowane z przemocą i seksizmem wśród kolegów”.
Reakcja firmy i polityków
ATM potwierdził incydent i oświadczył, że podjął działania tego samego sobotniego wieczoru, kontaktując się z Valentiną i wszczynając wewnętrzne śledztwo. W notatce firmowej ATM napisał: „Rzucimy pełne światło na to zdarzenie, chroniąc naszych pasażerów oraz tysiące prawidłowo postępujących pracowników, którzy każdego dnia pracują na rzecz miasta. Mocno wierzymy, że szacunek jest fundamentalną i niepodlegającą negocjacjom wartością, i będziemy działać na każdym odpowiednim forum”. Burmistrz Giuseppe Sala wezwał firmę do „wnikliwej analizy i surowych środków”, dodając, że jeśli przestępstwa zostaną potwierdzone, „osoby odpowiedzialne muszą zostać postawione w sytuacji, w której nie będą mogły wyrządzić dalszych szkód”. Beatrice Uguccioni, szefowa klubu Partii Demokratycznej w Palazzo Marino, określiła czaty jako „nie do zniesienia i niepokojące” i zażądała informacji o wynikach dochodzenia oraz ewentualnych sankcjach.
ATM musi rzucić światło, ale musi też interweniować. Jeśli osoby odpowiedzialne zostaną zidentyfikowane, nie powinno być interwencji, które postawią je z powrotem w pozycji do wyrządzania szkód.
Konsekwencje prawne i dotyczące prywatności
ATM złożył formalne zawiadomienie na lokalnej policji i ogłosił, że zgłosi sprawę również do włoskiego Urzędu Ochrony Danych Osobowych (Garante della Privacy). Policja przekaże zawiadomienie do Prokuratury w Mediolanie, która oceni możliwe zarzuty, takie jak bezprawny dostęp do systemu komputerowego. Wewnętrzne śledztwo koncentruje się na tym, czy obrazy z kamer bezpieczeństwa floty zostały bezprawnie uzyskane i rozpowszechnione.
Natychmiast podjęliśmy działania, aby ustalić fakty i zweryfikować prawidłowe korzystanie z narzędzi firmowych.
Doświadczenie pasażerki
Valentina powiedziała Corriere della Sera, że kierowca wydawał się „dość zadowolony” podczas przeglądania zdjęć i jednocześnie rozmawiał z krewnymi, którzy zwracali się do niego per „zio” (wujek). Podkreśliła, że szok wynikał nie tylko z seksizmu, ale ze zdrady zaufania: „Każda kobieta lub dziewczyna podróżująca sama nocnym transportem publicznym szuka ochrony u pracowników, może chce usiąść blisko kierowcy, uspokojona myślą, że kamery monitoringu zapewniają bezpieczeństwo. W rzeczywistości odkrywasz potem, że ci sami pracownicy używają tych kamer do rozpowszechniania intymnych zdjęć”. Dodała, że bagatelizowanie incydentu jako zwykłych „żartów” tylko pogłębia krzywdę.

