
Lech Wałęsa starł się z reporterem w Warszawie. Chodziło o dokumenty SB
Były prezydent Lech Wałęsa zareagował wulgaryzmami i nakazał usunięcie reportera telewizyjnego z konferencji z okazji swoich 83. urodzin w Warszawie, gdy ten pokazał mu archiwalne dokumenty służb bezpieczeństwa.
Konfrontacja przed Muzeum Narodowym
Były prezydent Lech Wałęsa wdał się we wtorek w słowną utarczkę z reporterem telewizji wPolsce24 Rafałem Jarząbkiem przed Muzeum Narodowym w Warszawie. Do zdarzenia doszło podczas konferencji "Wolność w praktyce", zorganizowanej z okazji 83. urodzin Wałęsy. Przed wejściem do muzeum Jarząbek podszedł do byłego prezydenta, pokazał mu wydruki archiwalnych dokumentów związanych z tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie "Bolek" i zapytał, czy je rozpoznaje. Wałęsa odrzucił materiały, używając wulgaryzmów, po czym wszedł do budynku. Gdy reporter zapytał, czy na przedstawionych stronach widnieją jego podpisy, Wałęsa stanowczo zaprzeczył.
Pan sobie d...ę wytrzyj tym, bo do tego się to nadaje
Eskalacja na konferencji urodzinowej
Jarząbek wszedł za Wałęsą do sali muzealnej, by kontynuować pytania o dokumenty tajnego współpracownika i jego przeszłość. Konfrontacja zaostrzyła się, gdy syn byłego prezydenta, Bogdan Wałęsa, stanął między mężczyznami. Bogdan Wałęsa wyrwał dziennikarzowi wydruki, zmiął kartki i wielokrotnie nakazał mu opuszczenie miejsca. Gdy reporter odpowiedział, że dokumenty znajdują się w oficjalnych archiwach państwowych i posiada akredytację prasową, Bogdan Wałęsa nazwał papiery śmieciami i powtórzył, że spotkanie ma charakter prywatny. Lech Wałęsa skonfrontował się z dziennikarzem bezpośrednio, krzycząc, by się odsunął, i próbując wyrwać mikrofon, pytając, czy reporter chce, by go zniszczył.
To jest śmieć, nie dokument. My mamy imprezę, człowieku, zamkniętą. Daj nam spokój.
Kontekst umorzonego śledztwa
Były prezydent zaapelował do obsługi wydarzenia o interwencję, pytając, czy organizatorzy usuną dziennikarza, czy będzie musiał zrobić to sam, co doprowadziło do wyprowadzenia Jarząbka z sali. Do konfrontacji doszło krótko po tym, jak Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo przeciwko Wałęsie w sprawie składania fałszywych zeznań dotyczących tzw. szafy Kiszczaka. Sprawa miała swój początek w kwietniu 2016 roku podczas przesłuchania w warszawskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej (IPN). Śledczy przedstawili wówczas Wałęsie ponad 50 dokumentów dotyczących współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa (SB), znalezionych w domu wdowy po generale Czesławie Kiszczaku. Wałęsa zaprzeczył, jakoby podpisał lub stworzył wszystkie dokumenty poza jednym, a prokuratura umorzyła sprawę ze względu na wątpliwości co do opinii biegłych grafologów i brak wystarczających dowodów potwierdzających autorstwo.
- Nagrana rozmowa między Lechem Wałęsą a jego bratem Stanisławem
- Przesłuchanie Wałęsy w IPN w sprawie 50 dokumentów SB znalezionych w archiwum Kiszczaka
- Prokuratura Okręgowa w Warszawie umarza śledztwo w sprawie składania fałszywych zeznań
- Wałęsa i jego syn konfrontują się z reporterem w sprawie dokumentów SB na konferencji urodzinowej w Warszawie
Komentarz Sławomira Cenckiewicza
Historyk i były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Sławomir Cenckiewicz skomentował zajście w wywiadzie dla telewizji wPolsce24. Cenckiewicz stwierdził, że współczesne relacje medialne pozwalają opinii publicznej obserwować typowe zachowanie Wałęsy w sytuacjach konfrontacyjnych. Przypomniał dawne procesy sądowe między nim a Wałęsą, zauważając, że były prezydent groził mu już wcześniej bezpośrednio na sali sądowej. Cenckiewicz odniósł się również do nagranej rozmowy z września 1982 roku między Lechem Wałęsą a jego bratem Stanisławem, która wzbudziła wówczas kontrowersje ze względu na wulgarny język. Choć środowisko Solidarności twierdziło wówczas, że nagranie jest sfałszowane, Cenckiewicz ocenił, że wymiana zdań odzwierciedlała autentyczny sposób mówienia Wałęsy.
Przypomnę, że na procesie sądowym między Wałęsą a mną, Lech Wałęsa na sali sądowej powiedział do mnie: "będziesz wisiał".
