
Donald Trump na kolacji korespondentów: żarty z trzeciej kadencji i ataki na media po próbie zamachu
Prezydent Donald Trump (80 l.) wystąpił 24 lipca w hotelu Waldorf Astoria, trzy miesiące po tym, jak zamachowiec przerwał pierwotny termin wydarzenia. Prezydent udostępnił dziennikarzom swój numer telefonu i żartował z trzeciej kadencji, łącząc pochwały dla Secret Service z atakami na media oraz rywali politycznych.
Przełożona kolacja
24 lipca 2026 r. prezydent Donald Trump po raz pierwszy jako głowa państwa wziął udział w kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu, po tym jak pierwotne wydarzenie z 25 kwietnia zostało przerwane przez strzały. Miejsce przeniesiono z hotelu Washington Hilton do Waldorf Astoria, dawnego Trump International Hotel, budynku, który jak stwierdził Trump, sam zbudował. Środki bezpieczeństwa były znaczne, a na miejscu obecni byli funkcjonariusze policji, Gwardii Narodowej oraz dyrektor Secret Service Sean Curran. Prezes stowarzyszenia, korespondentka CBS Weijia Jiang, powiedziała zgromadzonym, że próba zamachu na prezydenta jest atakiem na demokrację i „nie damy się zastraszyć”. Trump powtórzył hasło, że „przedstawienie musi trwać”.
Kwietniowy zamach i reakcja służb
31-letni Cole Tomas Allen z Kalifornii miał próbować wejść do sali balowej Hiltona z bronią palną i oddać strzały, co wymusiło chaotyczną ewakuację. Mężczyzna nie przyznał się do zarzutów, w tym do próby zamachu na prezydenta. W swoim przemówieniu Trump nazwał incydent „masową próbą zamachu w Washington Hilton” oraz „atakiem na naszą demokrację”. Pochwalił Secret Service i wyróżnił agenta Victora Gonzalesa, który został ranny podczas akcji. Prezydent wykorzystał ten moment, aby argumentować za nową budową w Białym Domu: podziemnym kompleksem i chronioną salą balową, które, jak stwierdził, buduje z myślą o przyszłości, a nie dla siebie.
Złożona relacja z prasą
Pomimo lat nazywania dziennikarzy „wrogami ludu”, Trump przedstawił zaskakująco intymny obraz swoich kontaktów z mediami. Po powrocie do Białego Domu miał wielokrotnie pytać współpracowników, czy dzwonił któryś z reporterów, a gdy nikt tego nie robił, zaczął rozdawać swój numer telefonu. „To była najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem” – żartował. „Telefon dzwoni co 3,7 minuty”. Twierdził, że czasami odbiera i prostuje fałszywe historie, dodając: „Kiedy nie rozmawiasz z prasą, zawsze dostajesz zły artykuł. Kiedy z nimi rozmawiasz, przynajmniej masz szansę”. Jego żona Melania, jak powiedział, uważa ten nawyk za „piekielny sposób na życie”. Prezydent przyznał również, że brakuje mu uwagi mediów i powiedział obecnym reporterom: „Kiedy mnie zabraknie, wszyscy zbankrutujecie”.
Obelgi i ataki polityczne
Znaczna część godzinnego przemówienia przypominała wiec wyborczy. Trump określił gości kolacji największym zgromadzeniem ludzi z „zespołem Trump Derangement Syndrome”. Zaatakował gospodarzy programów typu late-night: Jimmy'ego Fallona, Stephena Colberta i Jimmy'ego Kimmela, nazywając ich „pozbawionymi talentu, wściekłymi, chorymi ludźmi” i chwaląc się, że doprowadził do zwolnienia niektórych komików. Senator Adam Schiff został nazwany „głową arbuza” z „wielką, tłustą, brzydką głową na szyi jak ołówek”. Skrytykował gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma oraz byłą wiceprezydent Kamalę Harris za politykę dotyczącą pożarów i programy socjalne, a także wyśmiał kongresmenkę Ilhan Omar i jej brata. Według kilku relacji śmiech na sali cichł w miarę narastania obelg.
Żarty z trzeciej kadencji
Trump powrócił do pomysłu konstytucyjnie zakazanej trzeciej kadencji, choć nalegał, że żartuje. „Tak jak moja prezydentura, drugi raz jest zawsze lepszy. A trzeci raz jest jeszcze lepszy” – powiedział, po czym dodał: „Tylko żartuję”. Później wspomniał o kandydowaniu na czwartą kadencję. Uwaga wywołała mieszane reakcje, a jego zapewnienia, że to tylko żart, nie uciszyły krytyków.


