
Prokuratura bada sprawę szpitala w Poznaniu po śmierci pacjentki onkologicznej, która czekała 46 godzin na SOR
Polska prokuratura wszczęła postępowanie po śmierci pacjentki z szpiczakiem mnogim, która zmarła w poznańskim szpitalu po 46-godzinnym oczekiwaniu na oddziale ratunkowym, gdzie według relacji rodziny doszło do zaniedbań w monitorowaniu stanu zdrowia i problemów z dostępem naczyniowym.
Przyjęcie na oddział ratunkowy i izolacja
22 lipca 2026 r. pacjentka onkologiczna Maria trafiła na Szpitalny Oddział Ratunkowy Szpitala Wojewódzkiego przy ul. Lutyckiej w Poznaniu z gorączką, silnym odwodnieniem oraz wielodniowymi wymiotami i biegunką. U Marii w marcu 2026 r. zdiagnozowano szpiczaka mnogiego. Pacjentka przechodziła chemioterapię, która doprowadziła do paraliżu kończyn dolnych i ograniczonej sprawności rąk. Personel szpitala zakwalifikował przypadek do trzeciej kategorii triażu (ESI 3), oznaczającej stan pilny, ale stabilny, i umieścił pacjentkę w izolatce z powodu podejrzenia infekcji żołądkowo-jelitowej. Rodzina opisała pomieszczenie jako ciasny, dawny skład sprzętu wypełniony kocami i urządzeniami medycznymi. Ze względu na brak specjalistycznego materaca przeciwodleżynowego, sparaliżowana pacjentka przez cały pobyt leżała na twardej kozetce.
Pogorszenie stanu zdrowia podczas 46-godzinnego oczekiwania
Pacjentka spędziła ponad 46 godzin na oddziale ratunkowym, czekając na wolne łóżko na oddziale specjalistycznym. W tym czasie personel medyczny podawał doustną wankomycynę, glukozę, elektrolity i metamizol. Krewni zgłaszali jednak, że personel nie zapewnił ciągłego monitorowania, podczas gdy stan fizyczny pacjentki się pogarszał. Wkłucia dożylne wypadały, a personel miał trudności z ponownym uzyskaniem dostępu żylnego z powodu zaawansowanego odwodnienia. U Marii wystąpiły majaczenia, hipotermia kończyn, zasinienie wokół ust oraz przyspieszone tętno. Jej syn Artur wskazał na brak nadzoru podczas pobytu na SOR.
Moja mama trafiła na oddział ratunkowy z wielodniową biegunką i wymiotami, silnym odwodnieniem oraz ostrym stanem zapalnym. W trakcie pobytu jej stan stopniowo się pogarszał. Mimo to nie była stale monitorowana, między kluczowymi badaniami laboratoryjnymi upłynęło około 44 godzin, wystąpiły problemy z dostępem dożylnym, a ostatecznie została przeniesiona na oddział chorób wewnętrznych bez dostępu naczyniowego.
Przeniesienie na oddział intensywnej terapii i śmierć
Rankiem 24 lipca Artur wysłał pisemne apele do dyrekcji szpitala, urzędu marszałkowskiego, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz Rzecznika Praw Pacjenta z prośbą o pilną interwencję. Gdy personel szpitala przeniósł Marię na oddział chorób wewnętrznych jeszcze tego samego dnia, lekarze ocenili jej stan jako krytyczny. Pacjentka wykazywała kliniczne objawy wstrząsu, z niemierzalnym ciśnieniem tętniczym i niewykrywalnym poziomem saturacji tlenem. Lekarze oddziałowi podali tlen, płyny dożylne, noradrenalinę i antybiotyki o szerokim spektrum działania, po czym zaintubowali pacjentkę i przenieśli ją na oddział intensywnej terapii. Maria zmarła następnego ranka, 25 lipca.
- Maria zostaje przyjęta na SOR w Poznaniu z odwodnieniem i umieszczona w izolatce
- Artur wysyła pilne apele do dyrekcji szpitala, urzędu marszałkowskiego, NFZ i Rzecznika Praw Pacjenta
- Maria zostaje przeniesiona na oddział chorób wewnętrznych w stanie krytycznego wstrząsu, a następnie na oddział intensywnej terapii
- Maria umiera na oddziale intensywnej terapii
- Artur publikuje nagranie wideo opisujące sprawę i zawiadamia prokuraturę o konieczności zbadania opieki szpitalnej
Śledztwo i odpowiedź szpitala
Po śmierci matki Artur opublikował nagranie wideo opisujące pobyt w szpitalu i złożył zawiadomienie do prokuratury o wszczęcie formalnego śledztwa. Stwierdził, że wniosek prawny ma na celu ustalenie, czy personel medyczny zapewnił odpowiednią opiekę podczas hospitalizacji, w tym częstotliwość badań laboratoryjnych i terminowość leczenia intensywnego. Szpital Wojewódzki w Poznaniu odrzucił zarzuty o zaniedbania medyczne, twierdząc, że środki diagnostyczne i zastosowane leczenie kliniczne odpowiadały stanowi pacjentki. Szpital poinformował, że 46-godzinny pobyt na SOR wynikał z braku wolnych łóżek z wymaganymi zabezpieczeniami izolacyjnymi na docelowym oddziale.
