
Podejrzani o zamach na Sigfrido Ranucciego zeznają w Rzymie i podważają wersję Valtera Lavitoli
Dwóch domniemanych wykonawców październikowego zamachu bombowego na dom dziennikarza Sigfrido Ranucciego złożyło zeznania przed prokuratorami podczas całodniowego przesłuchania w rzymskim więzieniu Rebibbia.
Przesłuchania w Rebibbii
Dwaj mężczyźni oskarżeni o przeprowadzenie 16 października 2025 r. zamachu bombowego na dziennikarza śledczego Sigfrido Ranucciego odpowiedzieli 27 sierpnia 2026 r. na pytania rzymskiej prokuratury. Pellegrino D'Avino i Antonio Passariello, aresztowani 30 czerwca wraz z dwoma innymi osobami, spędzili w więzieniu Rebibbia od dziewięciu do jedenastu godzin. Obrońcy Generoso Pagliarulo i Antonio Falconieri weszli do placówki o 10:00 rano, a przesłuchania zakończyły się po 19:30. Trzeci podejrzany pozostaje w areszcie, natomiast czwarta osoba, Marika De Filippis, przebywa w areszcie domowym i zostanie przesłuchana przez karabinierów w miejscu zamieszkania w późniejszym terminie.
Przedstawili swoją wersję obrony i nie uchylali się od odpowiedzi na pytania prokuratora.
Podważenie zeznań Lavitoli
Podczas przesłuchania D'Avino i Passariello zakwestionowali wcześniejsze oświadczenia Valtera Lavitoli. 12 sierpnia 2026 r. Lavitola przyznał się przed sędzią śledczą Iole Moriccą do bycia zleceniodawcą ataku, jednak twierdził, że sugerował jedynie oddanie kilku strzałów w mur posesji Ranucciego w Pomezii. Lavitola utrzymywał, że jego motywem było zwiększenie rozpoznawalności dziennikarza, zachęcenie go do wejścia do polityki lub przyjęcia niezależnego modelu produkcji wzorem Michele Santoro oraz zapewnienie mu ochrony policyjnej przed rzekomymi groźbami ze strony izraelskiego wywiadu. Ranucci odrzucił te twierdzenia. D'Avino i Passariello zaprzeczyli wersji Lavitoli, oświadczając, że ich instrukcje wyraźnie wymagały podłożenia i zdetonowania ładunku wybuchowego. Stwierdzili, że zlecenie było inscenizacją opłaconą kwotą 3000 euro do podziału na cztery osoby, bez zamiaru wyrządzenia komukolwiek krzywdy.
- Wybuch ładunku przed domem Sigfrido Ranucciego w Pomezii
- Policja aresztuje czterech podejrzanych o wykonanie zamachu
- Valter Lavitola przyznaje się do zlecenia zastraszania przed sędzią Iole Moriccą
- Podejrzani Pellegrino D'Avino i Antonio Passariello przesłuchiwani w więzieniu Rebibbia
Rola pośrednika
Obaj mężczyźni powtórzyli, że przed atakiem nigdy nie spotkali się ani nie kontaktowali bezpośrednio z Lavitolą czy Ranuccim. Wszelkie instrukcje i płatności przekazywał Clesio Gomes Tavares, pracownik restauracji Lavitoli i jego wspólnik w przedsięwzięciach związanych z afrykańskimi kredytami węglowymi. Podejrzani zeznali, że Tavares nigdy nie ujawnił, czyje interesy reprezentuje, zlecając użycie ładunku. Tavares, wypowiadając się z Kamerunu w programie Tg1, przyznał, że zna niektórych z aresztowanych, odmówił komentarza w sprawie materiałów wybuchowych i zadeklarował gotowość powrotu do Włoch w celu złożenia wyjaśnień.
Strategia obrony w sprawie zarzutów mafijnych
Zespół prawny reprezentujący trzech z czterech podejrzanych planuje złożyć wniosek o areszt domowy lub inne mniej restrykcyjne środki zapobiegawcze. Obrona argumentuje, że podejrzani nie stwarzają ryzyka ucieczki ani recydywy, a brak powiązań z mafią powinien wykluczyć zastosowanie okoliczności obciążającej z artykułu 416-bis. Prokuratura podtrzymuje zarzut działania metodami mafijnymi, obok oskarżeń o posiadanie materiałów wybuchowych i zniszczenie mienia. Wstępny zarzut masakry został wcześniej odrzucony przez sędziego śledczego.
Celem tego przesłuchania jest również próba doprowadzenia do uchylenia zarzutu działania w warunkach mafijnych oraz wyjaśnienie szczegółów, które mogą prowadzić do odrzucenia tej okoliczności obciążającej.


