
Thriller Netflix w reżyserii Bena Afflecka „Animals” zbiera w większości mieszane i negatywne recenzje
Krytycy z sześciu redakcji ocenili szósty film w reżyserii Bena Afflecka. Thriller o porwaniu, wyprodukowany dla Netflixa, w którym występują Kerry Washington, Gillian Anderson i Steven Yeun, został przez większość z nich uznany za płaski, wtórny lub po prostu nużący.
Założenia fabuły
Ben Affleck wyreżyserował i zagrał główną rolę w „Animals”, swoim szóstym pełnometrażowym filmie, który trafia bezpośrednio na platformę Netflix. Recenzje opisują kryminał osadzony w Los Angeles, skupiony na postaci Marka Kimballa, zamożnego prawnika i weterana wojny w Zatoce Perskiej, który startuje w wyborach na burmistrza Los Angeles jako kandydat niezależny. Kimball wykorzystał majątek rodziny, aby sfinansować końcowy etap wyrównanej kampanii, podczas gdy jego żona Abby (w tej roli Kerry Washington) zmaga się z własnymi problemami. Akcja nabiera tempa, gdy w Halloween porywacze uprowadzają ich nastoletniego syna Denny'ego (Christopher Woodley) i żądają 7 mln dolarów okupu.
Przyjęcie krytyków
Oceny różnią się surowością, jednak najbardziej krytyczne głosy płyną z „The Guardian”, „The New York Times” oraz IndieWire. W tytule recenzji „The Guardian” film określono jako nudny thriller Netflixa, któremu brakuje wyrazistości, a samą produkcję opisano jako pozbawioną energii, przypominającą wiele innych, lepszych obrazów. „The New York Times” nazywa go wyjątkowo płaskim thrillerem politycznym oraz syntetycznym, bezdusznym produktem. IndieWire idzie o krok dalej, nazywając film nużącym i argumentując, że wygląda jak słaby serial telewizyjny, będąc produkcją, która nie sprawdza się ani jako pełnometrażowy film, ani jako prawdziwy serial.
„Variety” oraz „The Hollywood Reporter” są bardziej wyrozumiałe. „Variety” uważa, że film jest najciekawszy w momentach największego cynizmu, opisując go jako zgrabną, dynamiczną pulpę z gwiazdorską obsadą, która zyskuje dzięki bezpretensjonalnemu profesjonalizmowi reżysera i odtwórcy głównej roli. „The Hollywood Reporter” określa go jako znośnie rozrywkowy kryminał Netflixa, pełen soczystych elementów, które powinny być znacznie lepiej wykorzystane. Wielu recenzentów zgadza się, że satyra polityczna w scenariuszu jest jego najmocniejszym punktem, jednak film zbyt często ucieka w melodramat i wymuszone scenariusze typu „co byś zrobił”, zamiast mocniej zaakcentować główne wątki.
Obsada i występy
Gillian Anderson zbiera najwięcej pochwał za rolę Dayle Burton, enigmatycznej negocjatorki wynajętej do rozwiązania sprawy porwania. „The Hollywood Reporter” pisze, że aktorka świetnie odnajduje się w roli odbiegającej od jej wcześniejszych dokonań i nadaje filmowi pikanterii, której brakuje w innych miejscach, zauważając, że jej postać otrzyma 1,4 mln dolarów honorarium niezależnie od wyniku sprawy. „The New York Times” ocenia jej występ jako udany, choć biały garnitur postaci nie przekonuje recenzenta, że jest ona jedną z „tych dobrych”. Steven Yeun, grający menedżera kampanii Sama, spotyka się z mniejszym entuzjazmem, a „Variety” określa tę rolę jako rozczarowująco płaską.
IndieWire zauważa, że Affleck prezentuje swój dobrze opanowany meksykański hiszpański podczas kampanii, podczas gdy Adriana Paz, grająca gosposię Cecilię, jest opisana jako tragicznie zmarnowana w roli służalczej ofiary. Recenzje zwracają również uwagę, że chłopak Cecilii, Ramon (Luis Gerardo Mendez), przebywa w kraju nielegalnie, co „The New York Times” i IndieWire wskazują jako element budujący napięcie w filmie.
Kwestia „Nieba i piekła”
Dwie recenzje w „Deadline” wskazują na bezpośrednie nawiązanie do japońskiego dramatu o porwaniu z 1963 roku „Niebo i piekło” w reżyserii Akiry Kurosawy. „Deadline” przypomina, że Spike Lee stworzył w zeszłym roku współczesną wersję tego filmu, „Highest 2 Lowest”, osadzoną w nowojorskim przemyśle muzycznym z Denzelem Washingtonem w roli głównej. Recenzent zauważa, że w materiałach prasowych do „Animals” nie ma wzmianki o żadnym z tych filmów, ale argumentuje, że fundamenty „Nieba i piekła” z pewnością stanowiły inspirację. „The Hollywood Reporter” formułuje ten zarzut ostrzej, nazywając film otwarcie dłużnikiem klasyka Kurosawy, mimo braku przyznania się do inspiracji. Wymienia m.in. nieudane porwanie, w którym uprowadzono syna niewłaściwej osoby, jako jeden z zapożyczonych elementów.
Rzemiosło i reżyseria
Affleck napisał scenariusz wspólnie z Billym Rayem i Connorem O. McIntyre'em, a recenzenci uznają go za główną słabość filmu. „The New York Times” opisuje film jako znacząco zadłużony narracyjnie wobec klasyka Johna Forda z 1962 roku „Człowiek, który zabił Liberty Valance'a” i dodaje, że operator Robert Elswit kręci kamerą w kółko, próbując wywołać emocje. „The Guardian” zauważa, że Affleck ma za sobą kilka hollywoodzkich powrotów, a jego kariera reżyserska wydaje się stać w miejscu od czasu, gdy „Operacja Argo” zdobyła Oscara za najlepszy film. Recenzenci wciąż doceniają jego dorobek, wymieniając „Gdzie jesteś, Amando”, „Miasto złodziei” oraz „Operację Argo”, konkludując jednak, że „Animals” to raczej jednorazowa pulpa niż powrót do formy.


