
Prezes RTVE przeprasza Martę Gómez Montero, która wraca do 'Malas Lenguas' po załamaniu na żywo
Marta Gómez Montero ponownie dołączyła do Jesúsa Cintory w poniedziałkowe popołudnie w programie 'Malas Lenguas' na antenie La 2, kilka godzin po tym, jak prezes RTVE José Pablo López publicznie przeprosił w Kongresie i ogłosił jej powrót po sobotnim incydencie, w którym opuściła studio we łzach.
Incydent na żywo i natychmiastowe konsekwencje
W sobotę 11 lipca 2026 roku podczas późnowieczornego wydania programu 'Malas Lenguas' na antenie La 2 dziennikarka i współpracowniczka Marta Gómez Montero nagle opuściła studio we łzach. Oskarżyła prowadzącego, Jesúsa Cintorę, o wielokrotne upokarzanie jej. W emocjonalnym wybuchu uchwyconym na antenie Montero zacytowała powieść Gabriela Garcíi Márqueza 'El coronel no tiene quien le escriba', mówiąc, że wolałaby 'jeść gówno' niż dalej znosić takie traktowanie. Później wyjaśniła, że znosiła tę sytuację 'dla rachunków i dla moich dzieci', ale osiągnęła swój limit.
Obrazy wyraźnie wstrząśniętej Montero opuszczającej studio szybko obiegły media społecznościowe, wywołując natychmiastową reakcję publiczną. W ciągu kilku godzin zarówno Cintora, jak i prezes RTVE José Pablo López wydali przeprosiny za pośrednictwem X. López napisał, że jest do 'dyspozycji' dziennikarki.
Reakcja polityczna i parlamentarna
Kontrowersje dotarły do parlamentu krajowego w poniedziałek 13 lipca, kiedy López stanął przed Komisją Mieszaną ds. Kontroli Parlamentarnej Korporacji RTVE w Kongresie Deputowanych. Odniósł się bezpośrednio do incydentu, stwierdzając: 'Dla tego zarządu godność ludzi jest ważniejsza niż jakiekolwiek inne względy. Głęboko żałuję chwili, jaką przeżyła nasza koleżanka Marta Gómez Montero.'
Droga Marto, stąd chcę ci podziękować za pokazanie czynami, co oznacza szacunek dla zawodu. Gdziekolwiek będę, zawsze będę na ciebie liczyć.
López potwierdził, że Montero wróci do RTVE jeszcze tego samego poniedziałku 'z pełną normalnością', chwaląc jej ogromną hojność i profesjonalną postawę. Zaznaczył, że zarówno on, jak i Cintora już przeprosili prywatnie i publicznie. Sesja przyniosła jednak także ataki polityczne. Deputowany PP Héctor Palencia zażądał natychmiastowego zwolnienia Cintory, nazywając ten epizod przykładem machizmu. López wyraził ubolewanie, że opozycja wykorzystuje incydent do przysłonięcia wyników oglądalności La 1, która w pierwszych miesiącach roku była technicznie remisowa z Anteną 3.
- Montero opuszcza studio 'Malas Lenguas' z płaczem, oskarża Cintorę o upokorzenie.
- Prezes López i prowadzący Cintora publikują publiczne przeprosiny w mediach społecznościowych.
- López przemawia przed komisją parlamentarną, ogłasza, że Montero wróci do RTVE.
- Montero wraca do 'Malas Lenguas', podaje rękę Cintorze i mówi, że jest spokojna.
Powrót na antenę
Zaledwie dwie godziny po zeznaniu parlamentarnym Lópeza ten sam duet znów pojawił się na antenie. Około 17:00 Cintora przywitał Montero uściskiem dłoni i zapytał, jak się czuje. Montero, wyraźnie spokojniejsza, powiedziała widzom, że czuje się 'uspokojona' postawą prezesa i Cintory oraz podkreśliła swoją 38-letnią karierę opartą na szacunku dla widowni.
Jestem spokojna, pocieszona postawą prezesa Korporacji, José Pablo Lópeza, i twoją, a przede wszystkim tym, że robię to, co robię od 38 lat: pracuję z szacunkiem, jaki sobie nawzajem winniśmy, a przede wszystkim z szacunkiem, jaki jestem winna widowni.
Cintora bagatelizował sugestię o wyreżyserowanym pojednaniu: 'Pracujemy dalej. Dziś miałaś być w grafiku. Nie ma więc niczego, co przygotowaliśmy, by oczarować widzów.' Uścisk dłoni i krótka wymiana zdań były szeroko interpretowane jako próba przywrócenia normalności przez RTVE po trwającym 48 godzin kryzysie, który wciągnął najwyższe szczeble publicznego nadawcy.
Związek zawodowy żąda aktywacji protokołu
Incydent wywołał również niezadowolenie wśród pracowników RTVE. Związek USO wydał oświadczenie, w którym argumentował, że to, co się stało, 'nie jest odosobnionym zdarzeniem', a własny Plan Równości oraz Protokół Zapobiegania i Działania w Sprawie Nękania, wynegocjowane ze związkami, są po to, by je stosować, a nie trzymać w szufladzie. Związek podkreślił, że 'Malas Lenguas', choć jest produkcją zewnętrzną, nadawany jest pod marką RTVE, finansowany z publicznych pieniędzy i reprezentuje korporację przed milionami. Wezwał kierownictwo do wzięcia odpowiedzialności i wyjaśnienia zdarzeń, nie do potępiania kogokolwiek z góry, ale do ochrony zaangażowanych osób.
To nie są dokumenty do trzymania w szufladzie ani do pokazywania, gdy jest to wygodne. Mają być stosowane.
Serial dokumentalny 'La gran aventura' także krytykowany w tej samej komisji
Parlamentarna kontrola RTVE tego dnia wykraczała poza kontrowersje wokół 'Malas Lenguas'. Senator Junts Francesc Xavier Ten i deputowany ERC Álvaro Vidal skrytykowali serial dokumentalny 'La gran aventura de la lengua española', prowadzony przez Iñakiego Gabilondo, za jednolitą i bezkrytyczną perspektywę, która ich zdaniem pomija zanikanie języków rdzennych i ignoruje narzucanie języka hiszpańskiego w Katalonii, Kraju Basków i Galicji. López przyznał, że odcinek trzeci i czwarty mogły 'zgrzeszyć, być może, jednostronną perspektywą' i obiecał, że po lecie RTVE poszuka formuł poszerzenia perspektywy, być może poprzez konkretną debatę obejmującą krytyczne opinie na temat rozprzestrzeniania się języka hiszpańskiego. Stanowczo odrzucił wszelkie sugestie cenzury lub pogląd, że serial jest wybielaniem ludobójstwa, i powiedział, że program nie zostanie usunięty z ramówki.

