
Sondaż Reuters/Ipsos: 78% Amerykanów obwinia Biały Dom za wzrost cen
Sondaż Reuters/Ipsos przeprowadzony wśród 4506 dorosłych mieszkańców USA wskazuje, że 78% badanych przypisuje Białemu Domowi przynajmniej częściową odpowiedzialność za rosnące ceny. Większość respondentów wskazuje cła wprowadzone przez administrację Donalda Trumpa jako główną przyczynę tego zjawiska.
Wyniki sondażu
Opublikowany w piątek sondaż Reuters/Ipsos objął 4506 dorosłych mieszkańców Stanów Zjednoczonych i obarczony jest marginesem błędu wynoszącym 2 punkty procentowe. 78% wszystkich respondentów uważa, że Biały Dom ponosi przynajmniej częściową odpowiedzialność za wzrost cen. Pogląd ten podziela 64% wyborców Partii Republikańskiej oraz 76% wyborców niezależnych. Większość ankietowanych wymieniła cła wprowadzone przez administrację Donalda Trumpa jako jeden z głównych czynników podnoszących koszty utrzymania gospodarstw domowych. Wśród wyborców republikańskich 57% stwierdziło, że koszty życia rosną szybciej niż ich wynagrodzenia.
- Wszyscy respondenci
- 78 %
- Wyborcy republikańscy
- 64 %
- Wyborcy niezależni
- 76 %
Agencja Reuters opisała wynik jako wyraźny sygnał rozczarowania polityką Donalda Trumpa. Podczas kampanii wyborczej w 2024 roku Donald Trump obiecywał szybkie ograniczenie inflacji i obniżkę cen.
Podziały partyjne w ocenie gospodarki
Oceny działań prezydenta w sferze gospodarczej dzielą wyborców według linii partyjnych. Około jedna czwarta wyborców republikańskich ocenia jego zarządzanie gospodarką negatywnie, w porównaniu z 63% wyborców niezależnych i 92% zwolenników Partii Demokratycznej. Krytyka obejmuje również wysiłki administracji w walce z inflacją. 68% wszystkich respondentów uważa je za nieskuteczne, w tym 40% zwolenników Partii Republikańskiej.
- Wszyscy respondenci
- 68 %
- Zwolennicy Partii Republikańskiej
- 40 %
Republikanie zaczynają dystansować się od prezydenta
Osobne badanie POLITICO, przeprowadzone przez niezależną firmę PF Global i opisane przez Onet, wykazało, że co czwarty wyborca Donalda Trumpa uważa, iż kandydaci republikańscy powinni zdystansować się od prezydenta, aby wygrać w listopadzie. Onet wymienia uporczywą inflację, ceny benzyny na poziomie 4 dolarów, 7-procentowe oprocentowanie kredytów hipotecznych, impas na Bliskim Wschodzie oraz wojnę handlową z Kanadą jako punkty zapalne dla krytyki ze strony Republikanów. Mike Rogers, republikański kandydat do Senatu w Michigan, wezwał do zakończenia wojny handlowej z Kanadą, co stanowi zmianę stanowiska po tygodniach obrony decyzji prezydenta.
Jason Roe, republikański konsultant z Michigan pracujący przy kampanii reelekcyjnej reprezentanta Toma Barretta, stwierdził:
Jeśli chodzi o przystępność cenową, w każdym sondażu, który otrzymuję co tydzień, coraz więcej osób wskazuje to jako najważniejszą kwestię.
Jason Roe przypisał również wysokie ceny benzyny wojnie z Iranem, podczas gdy w Michigan wojna handlowa z Kanadą ma większe znaczenie niż cokolwiek innego. Inni Republikanie również wyłamali się z szeregu. Reprezentantka Maria Elvira Salazar z Florydy wykorzystała reklamę nagraną przed Białym Domem, aby skrytykować działania prezydenta wobec imigrantów. Reprezentantka Ashley Hinson, kandydująca do Senatu w Iowa, wezwała do zakończenia wojny z Iranem w obliczu rosnących kosztów oleju napędowego. Ken Paxton, kontrowersyjny republikański kandydat do Senatu w Teksasie, według ujawnionych nagrań, czterokrotnie próbował prywatnie zdystansować się od Donalda Trumpa i partii stanowej. Onet zauważa, że żaden Republikanin nie zerwał całkowicie z Donaldem Trumpem.


