Gdy rekordowe wyniki finansowe wywołują giełdową wyprzedaż, a państwowi giganci tną połowę załogi, by osiągnąć „czarne zero”, kończy się era taniego optymizmu. Rynki przestały wyceniać obietnice, żądając natychmiastowej efektywności.

Koniec premii za nadzieję. Rekordy przestały wystarczać. Amerykańska Nvidia ogłosiła przychody na poziomie 68,1 mld dolarów, co oznacza wzrost o 73 proc. rok do roku. W normalnych warunkach takie dane wywołałyby euforię na parkietach. Tymczasem kurs spółki spadł o 5,5 proc., ciągnąc w dół indeks Nasdaq Composite o 1,2 proc. Inwestorzy, zamiast świętować triumf sztucznej inteligencji, skupili się na ostrzeżeniach dyrektor finansowej Colette Kress o „bardzo ciasnej” podaży. Rynek wysłał jasny sygnał: w 2026 roku nie płacimy już za potencjał, płacimy wyłącznie za bezbłędną egzekucję.

Podobny chłód wieje z Japonii, gdzie regulatorzy nie zamierzają dłużej tolerować dominacji technologicznych gigantów. Wejście urzędników Japońskiej Komisji ds. Godziwej Konkurencji do biur Microsoft Japan w Tokio to koniec pewnej epoki. Podejrzenia o blokowanie konkurencji na platformie Azure pokazują, że czas bezkarnej ekspansji cyfrowych ekosystemów dobiegł końca. Zarówno w przypadku Nvidii, jak i Microsoftu, wycena rynkowa zderza się z barierami fizycznymi i prawnymi.

Czarne zera zamiast wizji. Tam, gdzie technologia zwalnia pod ciężarem własnych wycen, przemysł tradycyjny tnie do kości, by przetrwać. Niemiecki DB Cargo, pod wodzą nowego prezesa Bernharda Osburga, likwiduje 6200 etatów. To 44 proc. wszystkich miejsc pracy w niemieckich strukturach spółki. Cel jest jeden: osiągnięcie „czarnych zer” do 2026 roku. Nie ma tu miejsca na sentymenty czy ochronę socjalną, która przez lata była znakiem firmczym grupy Deutsche Bahn. Osburg likwiduje działy administracji i sprzedaży, przesuwając ciężar operacyjny na poziom europejski, co w praktyce oznacza ucieczkę od wysokich kosztów pracy w Niemczech.

Pojęcie „czarnego zera” (Schwarze Null) w niemieckiej polityce gospodarczej symbolizuje budżet bez deficytu. Przez lata była to doktryna rządu Angeli Merkel, oznaczająca absolutny priorytet równowagi fiskalnej nad inwestycjami, co często spotykało się z krytyką ekonomistów jako hamulec rozwoju.

Radykalizm tych działań kontrastuje z senną atmosferą w Wielkiej Brytanii. Kanclerz Rachel Reeves próbuje uspokoić rynki, unikając gwałtownych ruchów podatkowych, mimo że Institute for Fiscal Studies ostrzega przed luką budżetową rzędu 30 mld funtów. Spadek wpływów z podatków, spowodowany niższą imigracją netto, to kolejna zmienna, którą politycy woleliby zignorować. Brytyjski rząd, podobnie jak zarząd DB Cargo, stoi pod ścianą. Różnica polega na tym, że niemiecki przewoźnik już pociągnął za hamulec bezpieczeństwa, podczas gdy Londyn wciąż liczy na to, że prognozy gospodarcze same się poprawią.

Renesans pragmatyzmu. W tym krajobrazie cięć i spadków pojawia się paradoks w Lipsku. Podczas gdy kolej towarowa zwija żagle, Deutsche Aircraft stawia fabrykę samolotów regionalnych D328eco. Profesor Hartmut Fricke z Politechniki Drezdeńskiej wieszczy renesans lotów krótkodystansowych. To brutalna weryfikacja marzeń o kolei jako jedynym słusznym środku transportu. Skoro pociągi są niewydolne, a infrastruktura drogowa zawodna, rynek wraca do rozwiązań, które po prostu działają – nawet jeśli są mniej ekologiczne.

Warunkiem sukcesu projektu w Lipsku jest dostępność paliw SAF, ale to pragmatyzm dyktuje warunki. Menedżer Sebastian Böhnl widzi popyt tam, gdzie stratedzy kolejowi widzą tylko koszty. To powrót do fundamentów ekonomii: usługa musi być dostępna i opłacalna. Jeśli wielkie odrzutowce są za drogie, a pociągi niepunktualne, luka zostanie wypełniona przez turbośmigłowce. Ideologia ustępuje miejsca logistyce.

Korekta rzeczywistości. Można by uznać, że 75-procentowy wzrost przychodów z centrów danych Nvidii czy inwestycja w fabrykę lotniczą to sygnały hossy, a zwolnienia w DB Cargo to tylko lokalny problem źle zarządzanej spółki. Entuzjaści powiedzą, że indeks VIX wzrósł nieznacznie, a FTSE 100 bije rekordy. Jednak takie spojrzenie ignoruje wspólny mianownik: rosnący koszt kapitału i malejącą cierpliwość inwestorów. Każde z tych wydarzeń to element globalnego procesu repricingu – ponownej wyceny ryzyka.

Gdy Bernhard Osburg mówi o konieczności dostosowania kosztów do realiów rynkowych do 2030 roku, a Jensen Huang zderza się ze ścianą oczekiwań mimo wykładniczego wzrostu popytu, widać ten sam mechanizm. Pieniądz przestał być darmowy, a czas przestał być z gumy. Firmy, które nie potrafią przekuć obietnic w gotówkę tu i teraz – czy to przez blokadę regulacyjną w Japonii, czy przez przerost zatrudnienia w Niemczech – są bezlitośnie karane.

„„The market is set up to prove its point, and Nvidia just didn't quite do it with those results.”” (Rynek jest nastawiony na udowodnienie swoich racji, a Nvidia nie do końca zrobiła to tymi wynikami.) — Tom Graff

Żyjemy w momencie, w którym Excel ostatecznie wygrywa z PowerPointem. Inwestorzy i zarządy przestali kupować wizje „europejskich graczy” czy „rewolucji AI”, jeśli w kolumnie „zysk netto” nie widzą natychmiastowego pokrycia. Przyszłość nadeszła, okazała się kosztowna i wymaga spłaty w twardej walucie, a nie w slajdach strategii na rok 2030.

Skala redukcji zatrudnienia w DB Cargo: Obecne zatrudnienie: 14000, Zwolnienia: 6200, Pozostanie: 7800 6200 — etatów do likwidacji w ramach planu naprawczego DB Cargo SAF VIX

Perspektywy mediów: Tekst może być odebrany jako krytyka państwowego interwencjonizmu i obrona rynkowej weryfikacji nierentownych projektów. Analiza pomija społeczne koszty transformacji, skupiając się na wskaźnikach finansowych jako jedynej mierze sukcesu.