Działacze na rzecz ochrony przyrody w niemieckim kraju związkowym Badenia-Wirtembergia podjęli nietypowe działania, aby ratować lokalną populację bobra europejskiego. W odpowiedzi na narastające susze, które powodują wysychanie strumieni będących siedliskami tych zwierząt, ekolodzy sami zaczęli budować tamy. Ma to na celu podniesienie poziomu wody, zapewnienie bobrom odpowiednich warunków bytowania i zapobieżenie ich migracji na tereny rolnicze, co często kończy się konfliktami z ludźmi i odstrzałem. Inicjatywa spotkała się z mieszanym odbiorem, ale jej twórcy podkreślają, że to doraźna pomoc w obliczu zmian klimatycznych.
Interwencja w obliczu suszy
W związku z przedłużającymi się okresami bez opadów w Badenii-Wirtembergii, wiele mniejszych cieków wodnych wysycha. To bezpośrednio zagraża bobrom, które do życia potrzebują stałego, odpowiednio wysokiego poziomu wody w swoich żeremiach. Aby zaradzić tej sytuacji, działacze z organizacji proekologicznych podjęli się samodzielnego budowania tam i spiętrzania wody w wybranych lokalizacjach.
Prewencja konfliktów z rolnikami
Głównym celem budowy tam przez ludzi jest zatrzymanie bobrów na ich naturalnych obszarach. Gdy strumienie wysychają, zwierzęta zmuszone są do wędrówek w poszukiwaniu nowych siedlisk, często wkraczając na tereny uprawne. Tam, kopiąc nory w wałach przeciwpowodziowych lub podgryzając drzewa, powodują szkody, które prowadzą do konfliktów z lokalnymi rolnikami i często kończą się wydaniem zezwolenia na odstrzał.
Kontrowersje wokół metody
Działania ekologów nie spotykają się z jednoznaczną aprobatą. Część przyrodników i leśników wskazuje, że ingerencja w naturalne procesy nie jest dobrym rozwiązaniem długoterminowym i może zaburzać lokalną równowagę ekologiczną. Krytycy twierdzą, że zamiast budować tamy, należałoby skupić się na renaturyzacji całych dolin rzecznych i przywracaniu naturalnej retencji wody w krajobrazie.
Bóbr jako gatunek wracający
Inicjatywa ma miejsce w kontekście udanej reintrodukcji bobra europejskiego w Niemczech. Gatunek ten, niegdyś niemal wytępiony, dzięki ścisłej ochronie od lat 70. XX wieku powrócił i rozprzestrzenił się na wiele terenów. Obecnie w samym Badenii-Wirtembergii szacuje się, że żyje około 6 000 osobników. Sukces ochrony przyrody stawia jednak nowe wyzwania w kontekście koegzystencji z człowiekiem.
W niemieckim kraju związkowym Badenia-Wirtembergia działacze na rzecz ochrony przyrody podjęli bezprecedensowy krok, samodzielnie budując tamy na wysychających strumieniach. Ich celem jest bezpośrednia pomoc lokalnej, odradzającej się populacji bobra europejskiego (bobra europejskiego), której bytowanie jest zagrożone przez coraz częstsze i dotkliwsze susze. Gdy poziom wody w ciekach spada, zwierzęta tracą dostęp do podwodnych wejść do swoich nor, co zmusza je do opuszczania dotychczasowych siedlisk. Bóbr europejski, niegdyś pospolity w całej Europie, został niemal doszczętnie wytępiony do końca XIX wieku z powodu intensywnego polowania dla jego cennego futra, mięsa i stroju bobrowego, substancji używanej w medycynie i perfumerii. Pierwsze próby ochrony podjęto już w latach 20. XX wieku, a systematyczna reintrodukcja w Niemczech i innych krajach Europy Zachodniej rozpoczęła się na szerszą skalę w drugiej połowie XX wieku, co dziś uważa się za jeden z największych sukcesów ochrony gatunkowej na kontynencie. Inicjatywa ekologów ma charakter prewencyjny. Chodzi o to, aby utrzymać bobry w ich dotychczasowych ostojach, zanim podejmą one próbę migracji. „Gdy bóbr nie ma wody, idzie jej szukać. Często trafia na pola, gdzie zaczyna kopać nory w groblach melioracyjnych lub podgryzać drzewa w sadach” – wyjaśnia jeden z aktywistów cytowany przez niemieckie media. Takie zachowania nieuchronnie prowadzą do konfliktów z rolnikami, którzy mogą wnioskować do lokalnych władz o wydanie zezwolenia na odstrzał szkodnika. Budując proste, drewniane tamy, działacze sztucznie podnoszą poziom wody, tworząc dla bobrów zastępcze zbiorniki i tym samym odciągając je od terenów ludzkiej aktywności. Działania te nie są jednak pozbawione kontrowersji. Część ekspertów ds. ochrony przyrody krytykuje je jako krótkowzroczną ingerencję w naturalne procesy. Zwracają uwagę, że zamiast doraźnego „ulepszania” siedlisk, należy dążyć do odtwarzania naturalnej zdolności retencyjnej krajobrazu, na przykład poprzez renaturyzację rzek i strumieni, przywracanie terenów zalewowych oraz sadzenie odpowiedniej roślinności. „To walka z objawami, a nie z przyczyną” – komentuje jeden z leśników. Przyczyna zaś jest jasna: zmiany klimatyczne, które w południowych Niemczech objawiają się wydłużającymi okresami bezopadowymi i ekstremalnymi upałami, prowadzącymi do szybszego parowania. 6 000 — Szacunkowa liczba bobrów w Badenii-Wirtembergii Spór dotyka szerszego dylematu współczesnej ochrony przyrody: na ile powinniśmy aktywnie ingerować, by pomóc gatunkom w adaptacji do szybko zmieniających się warunków, a na ile pozwolić działać naturalnej selekcji? W przypadku bobra, który jest w Niemczech gatunkiem ściśle chronionym, a jednocześnie jego liczebność szacuje się w Badenii-Wirtembergii na około 6 000 osobników, presja na znalezienie rozwiązania jest duża. Lokalne władze, choć rozumieją motywacje ekologów, podchodzą do sprawy z rezerwą, podkreślając, że każda ingerencja w system wodny wymaga zgłoszenia i powinna być przeprowadzona w porozumieniu z fachowcami. Tymczasem dla aktywistów liczy się czas. „Nie możemy czekać, aż kolejna rodzina bobrów zostanie odstrzelona, bo wyschł jej staw. Działamy tu i teraz” – mówią. Ich prowizoryczne tamy są zatem nie tylko narzędziem ochrony zwierząt, ale także widocznym symbolem narastającego konfliktu między ocieplającym się klimatem, potrzebami dzikiej przyrody i interesami gospodarki rolnej.