Premiera dokumentu „Ołowiane dzieci” na Netflixie wywołała gwałtowną debatę w Polsce. Film opowiada o katastrofie ekologicznej w Szopienicach, dzielnicy Katowic, gdzie huta przez ponad 150 lat zatruwała środowisko ołowiem i cynkiem. Kontrowersje budzi zarówno sposób przedstawienia historii, jak i wybór czarnoskórego narratora, co przez część widzów zostało odebrane jako sztuczne i nieadekwatne. Twórcy chcieli nadać opowieści uniwersalny wymiar, spotykając się z ostrą krytyką za upraszczanie złożonych losów śląskich rodzin.

Katastrofa ekologiczna w Szopienicach

Huta cynku i ołowiu działała od 1834 roku, zatruwając glebę, powietrze i wodę. Mieszkańcy do dziś zmagają się z konsekwencjami zdrowotnymi, nazywając ten obszar śląskim Czarnobylem.

Kontrowersje wokół postaci narratora

Centralną postacią dokumentu jest czarnoskóry mężczyzna. Wybór ten wywołał falę krytyki jako sztuczny i oderwany od historii białej, śląskiej społeczności robotniczej.

Podzielone reakcje na film

Dokument chwalony jest za wydobycie lokalnej tragedii na światło dzienne, ale krytykowany za nadmierną dramatyzację i jednostronne obarczenie winą dawnych przemysłowców i władz PRL.

Miejsca realizacji dokumentu

Choć akcja toczy się w Szopienicach, zdjęcia kręcono również w innych śląskich miastach, m.in. w Bytomiu, Zabrzu i Rudzie Śląskiej, co podkreśla uniwersalny charakter problemu.

Dostępny od 23 lutego na Netflixie dokument „Ołowiane dzieci” wywołał intensywną i emocjonalną dyskusję, wykraczającą poza ramy krytyki filmowej. Film poświęcony jest katastrofie ekologicznej w katowickich Szopienicach, gdzie przez ponad półtora wieku działała huta cynku i ołowiu. Jej emisje doprowadziły do skażenia środowiska metalami ciężkimi na niespotykaną skalę, a skutki zdrowotne odczuwają do dziś osoby, które dorastały w tym rejonie. Obszar ten bywa określany mianem śląskiego Czarnobyla. Reakcje na produkcję są skrajnie podzielone. Część środowisk, w tym aktywiści i historycy, docenia film za przypomnienie zapomnianej tragedii i nadanie jej międzynarodowego rozgłosu.

Huta w Szopienicach, założona w 1834 roku, była przez dziesięciolecia jednym z filarów śląskiego i krajowego przemysłu. Jej działalność, prowadzona przy użyciu przestarzałych technologii, generowała olbrzymie ilości toksycznych pyłów. Problem był bagatelizowany przez cały okres PRL, a pełna skala zanieczyszczenia oraz jego zdrowotnych skutków ujawniła się i została zbadana dopiero po 1989 roku.

Jednak w mediach społecznościowych i prasie rozgorzała burzliwa krytyka. Zarzuca się twórcom nadmierne uproszczenie złożonej historii gospodarczej regionu oraz stworzenie jednostronnego obrazu, w którym jedynymi winowajcami są dawni przemysłowcy i władze komunistyczne. Jeden z komentatorów, opisując natężenie debaty, stwierdził, że „szambo wybiło” (Bardzo potoczne i dosadne sformułowanie opisujące sytuację, w której długo tłumione emocje, konflikty lub niewygodne prawdy nagle wychodzą na jaw, prowadząc do burzliwej i często chaotycznej publicznej dyskusji.) — Przegląd Sportowy. Największe kontrowersje wzbudził jednak wybór głównego bohatera dokumentu. Jak donoszą media, centralną postacią filmu jest czarnoskóry mężczyzna. Ten zabieg narracyjny spotkał się z falą oburzenia części widzów i komentatorów, którzy uważają go za sztuczny, nieautentyczny i całkowicie oderwany od realiów historii białej, śląskiej społeczności robotniczej, która faktycznie poniosła konsekwencje katastrofy. Krytycy widzą w tym przykład współczesnego trendu w światowej kinematografii, który ich zdaniem przysłania autentyczną opowieść o lokalnych ofiarach. Twórcy, poprzez ten wybór, najprawdopodobniej dążyli do nadania historii uniwersalnego, globalnego wymiaru, co jednak zostało odebrane przez wielu jako niedostosowane do kontekstu.

Dokument, choć opowiada o Szopienicach, był kręcony w różnych lokalizacjach na Śląsku. Jak wskazuje Dziennik Zachodni, zdjęcia realizowano również w Bytomiu, Zabrzu czy Rudzie Śląskiej. Ten zabieg miał podkreślić, że problem skażenia przemysłowego i jego społecznych konsekwencji wykracza poza granice jednej dzielnicy i dotyczy całego regionu. Debata wokół „Ołowianych dzieci” przerodziła się zatem w szerszą dyskusję o tym, kto i w jaki sposób ma prawo opowiadać trudną historię Śląska, oraz o granicach artystycznej licencji w dokumentach poruszających drażliwe kwestie historyczne i społeczne. Film Netflixa stał się katalizatorem dla długo tłumionych emocji związanych z dziedzictwem przemysłowym, ekologicznymi zaniedbaniami oraz sposobem reprezentacji regionu w kulturze masowej.

Sources: 7 articles from 4 sources