Premier mocarstwa walczący o głosy w deszczowym Manchesterze i madrycka prezydent czyszcząca własne szeregi to ten sam obraz. Ostatnie 48 godzin w europejskiej polityce pokazuje, że utrzymanie władzy wymaga dziś mikrozarządzania kryzysem.

Erozja bezpiecznych przystani. Hegemonia polityczna w Europie stała się pojęciem historycznym, a nie faktycznym stanem posiadania. Premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, zamiast zarządzać państwem z Downing Street, spędził miniony weekend w dzielnicach Longsight i Levenshulme. Jego osobiste zaangażowanie w lokalne wybory w okręgu Gorton i Denton, zaplanowane na czwartek, dowodzi, że pojęcie „bezpiecznego okręgu” przestało istnieć.

Laburzyści, dominujący w Manchesterze od dekad, znaleźli się w kleszczach. Z jednej strony Partia Zielonych oferuje program radykalnie lewicowy, z drugiej Reform UK, kontynuująca tradycje Nigela Farage'a, celuje w elektorat konserwatywny. Agencja Reuters donosi wprost, że poparcie dla partii rządzącej „wyparowuje” w jej własnej twierdzy.

Sytuacja w Niemczech potwierdza ten trend kruchości na poziomie lokalnym. Andreas Stoch, czołowy kandydat SPD w Badenii-Wirtembergii, zniszczył swój wizerunek jedną niefortunną rozmową o francuskim pasztecie. Kontrast między wizytą w banku żywności Tafel w Bühl a luksusowymi zakupami, nagłośniony przez stację SWR, pokazuje, jak błyskawicznie błędy detaliczne delegitymizują polityków socjalnych.

Dyscyplinowanie własnych szeregów. Zagrożenie dla stabilności władzy płynie nie tylko od wyborców, ale coraz częściej z wnętrza samych formacji politycznych. W Madrycie prezydent regionu, Isabel Díaz Ayuso, przeprowadziła w ostatnich godzinach gwałtowną „reorganizację” struktur Partii Ludowej (PP). Dymisja ministra edukacji Emilio Viciany i usunięcie grupy współpracowników określanych mianem „Los Pocholos” to klasyczny manewr wyprzedzający.

Ayuso, przygotowując się do wystąpienia przed Zgromadzeniem Madryckim w dniu 5 marca, eliminuje potencjalne ogniska buntu. Sekretarz generalny madryckiej PP, Alfonso Serrano, próbuje utrzymać narrację o „okręcie flagowym”, jednak analitycy widzą w tym brutalną walkę o spójność przywództwa. „No es una crisis, sino una reorganización para fortalecer el proyecto que los madrileños eligieron por mayoría.” (To nie jest kryzys, lecz reorganizacja mająca na celu wzmocnienie projektu, który madrytczycy wybrali większością głosów.) — Isabel Díaz Ayuso

Zarządzanie wewnętrznymi frakcjami stanowi odwieczny problem dużych partii typu „catch-all”. W momentach spadku sondażowego, liderzy często decydują się na publiczne dyscyplinowanie podwładnych lub wymuszoną jedność, co historycznie obserwować można było zarówno w brytyjskiej Partii Konserwatywnej okresu Thatcher, jak i w niemieckiej CDU za czasów Kohla.

W Polsce obserwujemy odwrotną stronę tego medalu – brak spójnej strategii w zarządzaniu kryzysem wizerunkowym. Europoseł PiS Joachim Brudziński, po przegranej batalii prawnej, przeprosił dziennikarkę TVN Katarzynę Kolendę-Zaleską, wykonując taktyczny odwrót. Tymczasem Ryszard Terlecki publicznie podważył sens tego gestu, pytając ironicznie: „A czy ja też mam ubolewać?”. Ten dwugłos wewnątrz jednej formacji obnaża brak koordynacji w obliczu konfrontacji z mediami.

Państwo zakłada maskę. Gdy tradycyjne metody polityczne zawodzą, państwa sięgają po narzędzia z pogranicza inwigilacji i dezinformacji. Niemiecki rząd federalny, ustami minister Nancy Faeser, oficjalnie usankcjonował tworzenie fałszywych profili w mediach społecznościowych przez Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV).

Odpowiedź na interpelację posłanki Martiny Renner z Die Linke nie pozostawia złudzeń: państwo uznaje oszustwo tożsamościowe za „niezbędne narzędzie”. Służby podszywają się pod radykałów i dziennikarzy, by infiltrować grupy ekstremistyczne. Jest to przyznanie, że otwarta, transparentna demokracja nie posiada wystarczających środków, by bronić się przed dezinformacją, więc musi stosować metody swojego przeciwnika.

Działania te budzą sprzeciw obrońców praw cyfrowych, którzy wskazują na naruszanie regulaminów platform. Jednak determinacja rządu w Berlinie, by bronić tych praktyk, sygnalizuje nową epokę. Władza wykonawcza w Europie jest gotowa poświęcić transparentność na rzecz operacyjnej skuteczności w walce o stabilność systemu.

Kontrargument i perspektywa. Można argumentować, że opisane działania to nie objaw słabości, lecz profesjonalizacji i adaptacji do trudnych czasów. Keir Starmer walczący o każdy głos pokazuje szacunek do demokracji, a Isabel Díaz Ayuso dba o sprawność zarządczą swojego gabinetu. Niemieckie służby z kolei jedynie aktualizują swój arsenał do realiów wojny hybrydowej, co w obliczu zagrożenia rosyjskiego wydaje się racjonalną koniecznością.

Jednak skala i nerwowość tych ruchów przeczą tezie o spokojnej profesjonalizacji. Angażowanie premiera mocarstwa atomowego do ratowania mandatu w Denton czy publiczne spory liderów PiS o treść przeprosin świadczą o głębokiej niepewności. Elity polityczne w marcu 2026 roku nie zarządzają rozwojem, lecz zajmują się uszczelnianiem przeciekających łodzi.

Polityka w najbliższych miesiącach będzie przypominać oblężoną twierdzę. Liderzy będą coraz częściej sięgać po mikrozarządzanie, czystki personalne i narzędzia inwigilacji, by utrzymać status quo. Stabilność stała się towarem deficytowym, o który trzeba walczyć każdego dnia, nawet w miejscach pozornie bezpiecznych.

Współczesna władza przestała być tronem, na którym się wygodnie siedzi, a stała się okopem, którego trzeba pilnować zarówno przed wrogiem, jak i przed własnymi oficerami.

5 marca — Data wystąpienia Isabel Díaz Ayuso przed Zgromadzeniem Madryckim, które ma wyjaśnić przyczyny czystek w partii.

Perspektywy mediów: Media lewicowe (The Guardian, Die Linke) akcentują zagrożenie dla swobód obywatelskich płynące z działań służb oraz krytykują polityków za hipokryzję socjalną. Media prawicowe i biznesowe (Bloomberg, Reuters) skupiają się na efektywności politycznej, traktując czystki i kampanie jako niezbędne elementy walki o władzę.