Gdy państwo legalizuje kłamstwo w sieci, a media prześwietlają emerytury żon polityków, granica między sferą publiczną a prywatną przestaje istnieć. Autentyczność stała się towarem deficytowym, o czym boleśnie przekonują się liderzy od Manchesteru po Badenii-Wirtembergię.
Czerwona linia na celowniku. Współczesna polityka pożera prywatność z apetytem, którego nie powstydziłby się bywalec francuskich delikatesów. Ostatnie 48 godzin w Polsce przyniosło bezprecedensowe zjednoczenie dwóch zwaśnionych obozów wokół obrony najbliższych. Szymon Hołownia i Karol Nawrocki, na co dzień polityczni antagoniści, wspólnie postawili „czerwoną linię” po publikacji tygodnika „Polityka”.
Artykuł autorstwa Joanny Solskiej, ilustrowany zdjęciami Marty Nawrockiej i Urszuli Brzezińskiej-Hołowni, uderzył w czuły punkt: system emerytalny służb mundurowych. Tekst zestawił wiek małżonek z ich statusem emerytalnym, co Szymon Hołownia określił mianem „skrajnie obrzydliwej zagrywki”. Marszałek Sejmu przypomniał, że jego żona przez 19 lat pilotowała myśliwce MiG-29, ryzykując życie dla kraju.
„Wstydźcie się. Uleńko, przepraszam, że z mojego powodu musisz przez to przechodzić. Wara od naszych żon i bliskich.” — Szymon Hołownia
Z drugiej strony barykady Karol Nawrocki wskazał na dwudziestoletnią służbę swojej żony w oddziałach specjalnych i Krajowej Administracji Skarbowej. Prezes IPN stwierdził, że autorom publikacji „Pan Bóg powinien wybaczyć”. Choć system kosztuje budżet 30 miliardów złotych rocznie, co jest faktem ekonomicznym, debata błyskawicznie przesunęła się z poziomu makroekonomii na poziom etyki dziennikarskiej i ochrony rodziny.
30 mld zł — roczny koszt systemu emerytur mundurowych w PolscePułapka autentyczności. Podczas gdy w Polsce trwa walka o granice prywatności rodzin, w Niemczech Andreas Stoch wpadł we własną pułapkę wizerunkową. Kandydat SPD w Badenii-Wirtembergii odwiedził placówkę Tafel w Bühl, by chwilę później zostać nagranym podczas rozmowy o zakupach we francuskiej masarni. Kontrast między bankiem żywności a dyskusją o wykwintnym pasztecie okazał się zabójczy.
Media społecznościowe nie wybaczyły dysonansu poznawczego. Polityk tłumaczył się później dziennikarzom „Badische Neueste Nachrichten”, że chodziło o pasztet z wątróbki (Leberwurst), a nie luksusową kaczkę, ale mleko się rozlało. Na kilka dni przed wyborami zaplanowanymi na 8 marca, lider socjaldemokratów stał się symbolem oderwania od rzeczywistości, którą rzekomo reprezentuje.
„Ich bin da in einen Fettnapf marschiert” (Wmaszerowałem tam wprost w pułapkę/wpadkę.) — Andreas Stoch
Problem autentyczności dotyka również premiera Wielkiej Brytanii. Keir Starmer musiał osobiście interweniować w Manchesterze, w dzielnicach Longsight i Levenshulme. W deszczu walczył o głosy dla Angeliki Stogii w okręgu Gorton i Denton, który historycznie był bastionem laburzystów. Zagrożenie ze strony Partii Zielonych i Reform UK pokazuje, że nawet „tradycje ruchu robotniczego” nie wystarczą, gdy wyborcy wyczuwają fałsz lub słabość lidera.Państwo w masce. Paradoks współczesnej polityki polega na tym, że od jednostek wymaga się absolutnej przejrzystości, podczas gdy państwo rezerwuje sobie prawo do oszustwa. Rząd federalny Niemiec oficjalnie usankcjonował tworzenie fałszywych kont w mediach społecznościowych przez Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV). Minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser broni tej metody jako niezbędnej w walce z ekstremizmem.
Posłanka Martina Renner z partii Die Linke słusznie zauważa, że podszywanie się pod dziennikarzy czy aktywistów podważa zaufanie do przestrzeni cyfrowej. Służby operują w szarej strefie, łamiąc regulaminy platform, co rząd uznaje za „proporcjonalne”. Mamy więc sytuację, w której żona polskiego polityka musi spowiadać się z legalnej emerytury, a niemiecki agent może legalnie kłamać na temat swojej tożsamości.
W tym samym czasie w Hiszpanii Isabel Díaz Ayuso pokazuje, jak brutalnie zarządza się kryzysem wewnątrzpartyjnym. Po dymisji ministra edukacji Emilio Viciany, prezydentka Madrytu przeprowadza czystkę w strukturach Partii Ludowej (PP). Eliminacja grupy „Los Pocholos” i mianowanie lojalistów takich jak Alfonso Serrano to dowód na to, że gdy autorytet jest zagrożony, „reorganizacja” staje się eufemizmem dla konsolidacji władzy.
Partia Pracy w Wielkiej Brytanii dominuje w Manchesterze od czasów rewolucji przemysłowej, podobnie jak Madryt stanowi bastion hiszpańskiej prawicy od czasu transformacji ustrojowej. Oba te przykłady pokazują, że historyczne twierdze polityczne nie są dane raz na zawsze i wymagają ciągłej pielęgnacji w starciu z nowymi ruchami populistycznymi.
Kryzysy wizerunkowe Stocha, Starmera czy spór o żony polskich liderów łączy jeden mianownik: utrata kontroli nad narracją. W dobie cyfrowej transparentności każdy pasztet może stać się symbolem zdrady ideałów, a każda emerytura – dowodem na uprzywilejowanie. Jednocześnie państwo, jak pokazuje przykład niemiecki, zbroi się w narzędzia dezinformacji, tworząc asymetrię, w której obywatel jest nagi, a system – zamaskowany.
Ostatecznie, polityka staje się teatrem, w którym aktorzy zapominają tekstu. Keir Starmer moknie na deszczu, by udowodnić, że zależy mu na Manchesterze. Isabel Díaz Ayuso tnie struktury, by udowodnić, że panuje nad Madrytem. A wyborca? Wyborca zostaje z pytaniem, czy większym zagrożeniem jest pilot myśliwca na emeryturze, czy agent wywiadu udający jego znajomego na Facebooku.
Perspektywy mediów: Lewicowa perspektywa (np. The Guardian, Die Linke) skupia się na hipokryzji władzy (Stoch), zagrożeniach dla wolności słowa ze strony służb (BfV) i prawie do prywatności, o ile nie dotyczy to finansów publicznych. Prawicowa perspektywa (np. Reform UK, media konserwatywne w Polsce) podkreśla oderwanie elit od rzeczywistości, ale jednocześnie broni tradycyjnych wartości rodzinnych i konieczności silnego państwa w sferze bezpieczeństwa.