Kiedy niemiecka socjaldemokracja błaga o mniej formularzy, a włoski prefekt wyłącza fotoradary z braku pieczątki, widać wyraźnie: europejski lewiatan traci zęby.

Państwo teoretyczne to nie tylko polska domena.

Patrząc na wydarzenia ostatnich 48 godzin w sercu Europy, wyłania się obraz systemu, który dławi się własnymi procedurami.

Z jednej strony mamy Niemcy, gdzie transformacja energetyczna grzęźnie w papierach.

Z drugiej Włochy, gdzie bezpieczeństwo drogowe kapituluje przed brakiem certyfikatów.

W tle zaś rozgrywają się dramaty, na które biurokracja nie ma odpowiedzi: brutalna przemoc nastolatków i morderstwa w „bezpiecznych” regionach.

Teza jest brutalna: europejskie procedury, stworzone by chronić i porządkować, zaczynają paraliżować podstawowe funkcje państwa – od inwestycji po egzekwowanie prawa.

Niemiecki silnik na jałowym biegu. W Nadrenii Północnej-Westfalii, przemysłowym sercu Niemiec, sytuacja staje się krytyczna.

SPD (Socjaldemokratyczna Partia Niemiec) otwarcie przyznaje, że Federalny Fundusz Węglowy nie działa tak, jak powinien.

Miliony euro przeznaczone na ratowanie regionów po odejściu od węgla leżą na kontach.

Nie dlatego, że brakuje pomysłów.

Dlatego, że biurokracja jest zbyt skomplikowana.

Politycy tej partii ostrzegają swoich koalicjantów – Zielonych i FDP – że bez uproszczenia procedur, pieniądze zostaną zmarnowane.

Niemiecka transformacja, znana jako Energiewende, to projekt cywilizacyjny. Po decyzji o wygaszeniu elektrowni jądrowych po 2011 roku, a następnie ustaleniu daty końcowej dla węgla brunatnego na 2038 rok, państwo obiecało regionom górniczym miękkie lądowanie. Problem w tym, że obietnice polityczne zderzyły się z administracyjną rzeczywistością. Matthias Miersch z SPD ujął to z chirurgiczną precyzją, której nie powstydziłby się rasowy technokrata.

„Angesichts der Herausforderungen des Strukturwandels können wir es uns nicht leisten, dass Kohlefördermillionen in bürokratischen Mühlen stecken bleiben.” (W obliczu wyzwań związanych ze zmianami strukturalnymi nie możemy sobie pozwolić na to, by środki z Funduszu Węglowego utknęły w biurokratycznych zawiłościach.) — Matthias Miersch To nie jest zwykła krytyka.

To sygnał alarmowy, że mechanizm redystrybucji, kluczowy dla Zielonego Ładu, zacina się na poziomie formularza.

Tymczasem w Saksonii-Anhalt, w gminie Cheine, państwo musi radzić sobie z innym rodzajem odpadów.

Przy drodze krajowej numer 248 znaleziono w niedzielę, 1 marca, płynną rtęć.

Służby zabezpieczyły teren, próbki trafiły do laboratorium, ale do czwartku, 5 marca, nadal nie było wyników analizy toksyczności.

Urząd powiatowy w Salzwedel uspokaja, ale powolność procesu diagnostycznego w zderzeniu z potencjalnym zagrożeniem środowiskowym budzi niepokój.

Czy to kolejna ofiara procedur?

Włoski paragraf 22. Jeśli w Niemczech problemem jest wydawanie pieniędzy, we Włoszech państwo traci zdolność karania za łamanie prawa.

W Neapolu prefekt Claudio Palomba podjął w środę decyzję bezprecedensową.

Zawiesił działanie wszystkich fotoradarów w prowincji.

Powód?

Brak homologacji.

Urządzenia „autovelox”, które fizycznie stoją przy drogach i rejestrują prędkość, w świetle prawa stały się bezużytecznymi gadżetami.

To klasyczny przykład triumfu formy nad treścią.

Policja i straż miejska mają narzędzia, ale nie mogą ich używać, bo dokumentacja wygasła lub jest niekompletna.

Prefektura wybrała paraliż systemu zamiast ryzyka lawiny pozwów sądowych.

W rezultacie, bezpieczeństwo na drogach zależy teraz od patroli z ręcznymi radarami, co cofa system nadzoru o dekady.

Tymczasem w Pordenone, regionie uchodzącym za oazę spokoju, system bezpieczeństwa zawiódł w sposób ostateczny.

Mario Ruoso, założyciel TelePordenone, został zamordowany we własnym domu.

Zginął od ciosów metalowym prętem lub łomem.

Śledczy analizują monitoring i połączenia telefoniczne, ale fakt pozostaje faktem: znany przedsiębiorca ginie w biały dzień.

„Nessuna ipotesi esclusa” (Bierzemy pod uwagę każdą możliwość, na tym etapie żadna hipoteza nie jest wykluczona.) — Śledczy cytowany przez Il Sole 24 ORE Kontrast między tymi dwoma włoskimi wydarzeniami jest uderzający.

Państwo jest niezwykle skrupulatne, gdy chodzi o certyfikaty fotoradarów, ale bezradne wobec brutalnej przemocy wkraczającej do domów obywateli.

Młotek, rtęć i papier. Krytyk mógłby stwierdzić, że łączenie biurokracji z przemocą to nadużycie.

Przecież procedury homologacyjne chronią kierowców przed samowolą władzy, a skomplikowane wnioski o fundusze zapobiegają korupcji.

To prawda.

Jednak kiedy procedura staje się ważniejsza od celu, następuje atrofia państwa.

Spójrzmy na Bawarię.

W Friedbergu 15-latek zaatakował młotkiem dwóch młodszych uczniów (11 i 12 lat) z powodów rasistowskich.

Prokuratura w Monachium postawiła mu zarzut usiłowania zabójstwa.

Sprawca był znany ze skrajnie prawicowych poglądów.

Gdzie były programy prewencyjne, na które łożone są miliony?

Czy one również utknęły w biurokratycznych młynach, o których mówi SPD?

Niemieckie prawo młodzieżowe zadziała teraz, po fakcie, oferując poprawczak.

Ale system zawiódł wcześniej – na etapie edukacji i integracji.

Perspektywa jest niepokojąca.

Jeśli europejskie rządy nie odzyskają sprawczości – zdolności do szybkiego wydawania środków, skutecznego egzekwowania prawa drogowego i realnego zapewnienia bezpieczeństwa – zaufanie do instytucji upadnie.

W Nadrenii wyborcy odwrócą się od demokratów.

W Neapolu kierowcy uznają prawo za fikcję.

A w Monachium czy Pordenone strach zastąpi poczucie stabilizacji.

Państwo, które potrafi znaleźć rtęć przy drodze, ale potrzebuje tygodnia na jej zbadanie, przestaje być gwarantem bezpieczeństwa.

Staje się administratorem upadku.

Perspektywy mediów: Lewica (reprezentowana przez SPD) widzi rozwiązanie w usprawnieniu dystrybucji środków publicznych i wzmocnieniu programów prewencyjnych, obawiając się, że biurokracja zniweczy cele społeczne transformacji. Prawica może interpretować te wydarzenia jako dowód na niewydolność państwa opiekuńczego i argument za deregulacją oraz zaostrzeniem kar dla młodocianych przestępców.